Linkin Park

Linkin Park

niedziela, 18 maja 2014

Rozdział 6

                                                                      Rozdział dedykowany Lavii Loren

Nastał ranek, styczniowe słońce zaglądało przez okno do naszej sypialni. Już po siódmej, pora wstawać bo pewnie Karen niedługo przyjdzie. Rozejrzałam się... właśnie przecież jestem sypialni pamiętam, że zasnęłam na kanapie. Mogłam się tylko domyślać jak się tu znalazłam. Powoli zsunęłam się z łóżka tak aby nie obudzić Paul'a. Wyciągnęłam z szafy ubrania stosowne do pogody i na palcach wyszłam z pomieszczenia. W kuchni zrobiłam sobie kawę i ekspresowe śniadanie - jak można się domyśleć to były kanapki. Po posiłku udałam się do łazienki aby się nieco odświeżyć. Zrobiłam delikatny makijaż a włosy upięłam w luźnego koka.
- No.. i teraz można wyjść do ludzi. powiedziałam do siebie po czym wyszłam. W kuchni zastałam Paul'a wcinającego moje kanapki.
- Ej?! Cholera człowieku nie denerwuj mnie z rana. Nie łaska sobie zrobić samemu?
- Przepraszam ale jak je zobaczyłem to nie mogłem się powstrzymać
- Ech... no jedz już jak zacząłeś. Masz szczęście, że nie mogłam ich zjeść. Dobra zbieram się bo za chwilę wpadnie tu Kar.
Już szłam zakładać buty i wtedy...
- Ej! Księżniczko nie zapomniałaś o czymś?
- N-nieee, powiedziałam z niepewnością a on zrobił minę w stylu "Are you fucking kidding me?!"  - Aaa... o to ci chodzi., roześmiana podeszłam do niego i namiętnie go pocałowałam
- No.. to teraz możesz już spadać
Otworzyłam usta ze zdziwienia. - Świnia!!! krzyknęłam śmiejąc się jednocześnie
- Też Cię kocham!  nie szczędził ironii
- A ja ciebie nie, wiesz?
- Nie pierdziel tylko zobacz czy cię nie ma u Karen.
*dzwonek do drzwi*
- O! o wilku mowa.
- Hej. Gotowa?
- Czekaj tylko założę kurtkę i buty
- Witaj Paul...
- Cześć, cześć.
W jej głosie wyraźnie dało się wyczuć niepewność, krążyła oczami po pomieszczeniu nie chcąc napotkać jego wzroku. Czuła się w jego towarzystwie nieswojo. Mimo pozytywnych słów wczoraj przez telefon nie potrafiła pogodzić się z decyzją najlepszej przyjaciółki. Uważała go za skończonego drania... faceta, który bije swoją przyszłą żonę. Był dla niej śmieciem! Starała się tłumić to wszystko w sobie i robić dobrą minę do złej gry..... dla Abby.
- Karen, zaopiekuj się Abby., mężczyzna wyrwał ją z zamyślenia jednocześnie zmuszając ją do patrzenia na jego parszywą mordę.
- Obiecuję.... To co, idziemy?
- Yhym. Będę wieczorem Paul. Pa
- Będę tęsknić.
                                                                               * * *
- Wszystko w porządku? zapytałam
- Tak, czemu pytasz?
- W środku byłaś jakaś... nieobecna? Jeśli to dobre słowo...
- Wszystko jest okey, chwilowo... odleciałam
- W porządku. No to gdzie idziemy?
- Shopping!, krzyknęła radośnie.
- Co? O matko..., gestem odzwierciedlającym mój stosunek do tego był facepalm. - Przecież wiesz, że nie lubię się szlajać po sklepach
- Oj nie marudź tylko chodź

Po pół godziny byłyśmy pod wielkim centrum handlowym, z Kar tryskała energia ja zaś nie należałam do tych ludzi, których to ruszało. Weszłyśmy, wokół pełno ludzi... nie no! Ja chyba zwariuję, zakupy przeżyłabym ale nie ten cholerny tłok!
- Karen, ja się wracam. Nie mam zamiaru się tu katować.
- Będzie fajnie, zobaczysz. Znajdziesz coś dla siebie. Dalej na pewno będzie luźniej. No chodź!
- No dobra, robię to dla ciebie.
Kar była w swoim żywiole, cały czas oglądała jakieś ciuchy, buty, biżuterię, torebki. Ja jej tylko towarzyszyłam, do czasu. Moim oczom ukazały się czarne szpilki z ćwiekami. Od razu pobiegłam je przymierzyć. Pasowały.
- Ooo a jednak coś ci się spodobało.
- Spójrz za cenę....Nie stać mnie
- Daj spokój, Paul przecież nieźle zarabia. Chyba nie będzie całej kasy składał gdzieś na koncie. Coś trzeba wydać, a z resztą kto ci każe mówić mu ile kosztowały? Kupuj nie zastanawiaj się!
I tak zrobiłam. Pobiegłam do kasy i ... wydałam fortunę.
- Jestem głodna, może pójdziemy coś zjeść? zapytałam
- Skoczymy do jakiejś knajpki.

                                                                             * * *
Po drodze wstąpiłyśmy do fryzjera bo Kar chciała podciąć końcówki.
W knajpie zamówiłyśmy hamburgery, frytki i colę. W trakcie wydało się co miało być kolejnym przystankiem dzisiejszego dnia.
- Teraz zabieram cię do spa.
- Żartujesz... chcesz wydawać tyle kasy? Ja już  przekroczyłam dzisiejszy limit.
- Co ty gadasz? Ja płacę!
- Ooooo nieee... nie moja kochana
- Tak i nie dyskutuj. Należy ci się jakiś relaks po tym wszystkim.
- Dobrze, niech ci będzie tylko się nie denerwuj., nadal gadałam z pełnymi ustami  -Wiesz co? zapomniałam ci o czymś powiedzieć. Wczoraj Chester do mnie dzwonił, prosił o spotkanie. Potem zabrał mnie do studia.
- Poznałaś resztę?
- Tak, miałam mega szczęście.
- Chociaż z tej strony ci się układa...

                                                                          * * *
- Było świetnie! Dzięki ci za ten wypad dziś. A końcówka.... ręce masażystki... cudo!
- Wiedziałam, że ci się spodoba. Siadaj rozgość się. Pójdę po coś do picia.
- Jasne.
- Może zostaniesz u mnie na noc? Jest już późno to co się będziesz włóczyć  po nocy przez miasto.
- Jeśli to nie problem... czekaj zadzwonię do Paula.
Po długim przekonywaniu ukochanej ustąpił.
- Załatwione.
- Słuuuchaaj... jesteś pewna co do swojej decyzji? No wiesz... chcesz z nim dalej być?
- A dlaczego nie? Wybrałam najlepsze rozwiązanie
- Najlepsze rozwiązanie?! Dziewczyno chcesz żyć dalej w niepewności? Przecież to wszystko na pewno nie skończy się na jednym uderzeniu. Daj sobie z nim spokój. Jesteś młoda, znajdziesz sobie lepszego, z nim zmarnujesz sobie życie. Wiej kiedy możesz!
- Nie mogę
- Nie rozumiem twojego oporu
- No właśnie! Bo nie rozumiesz i nie zrozumiesz! Nigdy nie byłaś poważnie zakochana więc skąd wiesz co czuję? Ja go po prostu kocham! I nie potrafię go zostawić bo mnie uderzył... każdy ma chwile słabości...
- Nie broń go miłością
- Gówno wiesz o miłości i związku! Wiesz co... nie chce mi się z tobą gadać!
Wyszłam i trzasnęłam drzwiami
- Zaczekaj Abby, co ty wyprawiasz?!  Pięknie no po prostu pięknie!


Co ona sobie myśli?! Ugh!... z Paulem się pogodziłam to z nią się skłóciłam... Wszystko jest jakieś popieprzone. Nie daję rady nerwowo, cały dzień był idealny a końcówka... wisienka na torcie. A była taka szczęśliwa, że wszystko wróciło do normy... teraz wyszło szydło z worka. Może byłam dla niej zbyt ostra?  Może miała prawo powiedzieć mi co o tym myśli? Może chciała dobrze? Na pewno nie miała prawa dyktować mi co mam robić. Może ja nie miałam prawa jej atakować? Nie wiem co mam myśleć, wyszło jak wyszło i tego nie cofnę. W drodze do domu zahaczyłam jeszcze o klub. Dochodziła 23. Weszłam do środka, sala wypchana po brzegi na kanapach również trudno znaleźć miejsce. Ludzie tańczyli w rytm house'owych kawałków. Dopchałam się jakoś do baru i usiadłam na hokerze.
- Kolejkę wódki proszę
- Jaką pani sobie życzy? zapytał barman
- Obojętnie
Po chwili dostałam pierwszy kieliszek. Bez zastanowienia go wypiłam. Nie lubiłam alkoholu wyjątkiem były dobre drinki.
- Jeszcze jedną proszę.
Wlewałam w siebie to okropne gówno nawet nie wiem dlaczego, tak aż do piątego kieliszka
- Abby?  Usłyszałam męski głos za plecami. Po chwili ten ktoś usiadł obok mnie. - Abby co ty tu robisz sama o tej porze?
- Cześć Matt.   Był to najlepszy przyjaciel Paul'a. Znają się jeszcze za czasów ogólniaka.  - Tak postanowiłam wpaść, dawno nie byłam w takim miejscu
- I pijesz wódkę?  To nie w twoim stylu
- Nie pytaj co się stało
- Poproszę to samo co ona.  powiedział do barmana
- Będziesz oblewać moje nieszczęście razem ze mną?
- Cokolwiek by to nie było głupio pić samemu., uśmiechnął się  - Za spotkanie, uniósł kieliszek
- Za spotkanie.,  zrobiłam to samo po czym chlusnęliśmy niczym kowboje z dzikiego zachodu
- Zatańczymy?
- Nieeee, sorry ale nie jestem w nastroju
- To przyszłaś tu tylko, żeby się napić? Skorzystaj z tego, że tu jesteś. Noooo chooodź, mówił przeciągłym głosem., - Ze mną nie zatańczysz? uśmiechnął się
- Jeden raz
Wyszliśmy na parkiet i zaczęliśmy kołysać się w rytm muzyki. Czułam, że alkohol zaczyna działać zwłaszcza, że w pomieszczeniu było gorąco. Dochodziło do tego, że chwilami traciłam równowagę a on mnie łapał. Nie było tego w planie ale taniec tak mnie wkręcił, że przetańczyliśmy dobre dwadzieścia minut.
- Wymiękam, chodźmy usiąść., poddałam się
- Jasne, słuuchaaj... jak ci się układa z Paulem? Dawno się z nim nie widziałem.
- Wszystko w porządku
- Nie mogę uwierzyć w to, że już się zaręczyliście, pamiętam to jak się poznaliście a tu już o... coraz bliżej do ślubu. Jak ten czas leci
- Taaa... barman polej jeszcze!
- Może ci już starczy co? Bo nie będziesz mogła ustać na nogach
- Dziś jest ten dzień... kiedy mogę się najebać. Z resztą nie gadaj tylko pij!
- Widzę, że masz ważny powód. Twoje zdrowie mała!
- Idę do kibla, zaraz wracam., język mi się plątał
Weszłam do środka, stanęłam przed lustrem i zaczęłam się sobie przyglądać... oczy mi się 'świeciły' i zaczęło mnie mdlić, poczułam się senna. Nabrałam wody w dłonie i lekko zwilżyłam policzki i czoło tak aby nie rozmazać resztek już makijażu. Do środka  wchodziły też inne dziewczyny ubrane i potargane jak prostytutki po 'pracy'. Dziwnie mi się przyglądały. Nagle mnie ostro zemdliło pobiegłam do kabiny, uklęknęłam i zwymiotowałam. Usiadłam na podłodze i oparłam głowę o ścianę jednak nie było mi dane odetchnąć w ciszy. W sąsiedniej kabinie jakaś para się posuwała. Słychać było jęki kobiety i jakieś szamotanie. Było coraz ostrzej aż ścianki oddzielające kabiny zaczęły się trząść. Boże nie będę tego słuchać, pomyślałam. Z problemami ale jednak wstałam i wyszłam.
- Wszystko dobrze? spytał
- Taak... to co jeszcze po jednym? nie przeczył  - To samo dla nas., powiedziałam do barmana. Od razu wypiliśmy. Po chwili zastanowienia wstałam i podeszłam do niego, złapałam za koszulę
- Chodźmy potańczyć.,  dziewczyna uśmiechała się do niego i kusiła wzrokiem. On najwyraźniej był z tego zadowolony. Pili równo ale mężczyzna nie był pijany. Weszli w tłum i zaczęli tańczyć. Abby zaczęła ponętnie wyginać się i ocierać o kumpla narzeczonego. Ciągle się uśmiechała jak to zwykle bywa u pijanych osób. Obmacywała go plecach i klatce piersiowej. Nie przeszkadzało jej takie zachowanie... jemu też nie. Wiedział, że to laska najlepszego kumpla i takie zachowanie jest skandaliczne ale dziewczyna sama się narzucała. Plecami do jego klaty zjeżdżała w dół przyprawiając mężczyznę o dreszcze. Stanęła przed nim i przyglądała się jego twarzy, stała tak blisko,że dosłownie zipała mu w twarz. Przygryzła jego wargę, lekko pocałowała a potem się na niego rzuciła bardzo namiętnie całując. On to odwzajemniał. Nagle coś wstąpiło w dziewczynę i opamiętała się. Odsunęła się od niego o trzy kroki ledwo stojąc na nogach. Patrzyła się tępo w podłogę.
 - Ja pierdole.. co ja wyprawiam? bełkotała do siebie   - Odwieziesz mnie?
Mężczyzna bez słów od razu skierował się ku wyjściowym drzwiom a ona za nim lecz była już tak pijana że Matt musiał ją podtrzymywać nawiązując tym samym kontakt cielesny czego nie chciał. Wpakował ją do swojego samochodu na tylne siedzenie. Pił ale i tak usiadł na kółkiem co było egoistyczne. Po drodze analizował całe zajście nerwowo oglądając się za siebie... kontrolując co dzieje się z Abigail. Po 15 minutach był  już pod domem Wilsona. Dochodziła 2.30. Wysiadł z samochodu i obiema rękami złapał się za głowę. Wokół zaczęły szczekać okoliczne psy. Wywlókł prawie nieprzytomną dziewczynę z auta i zaniósł pod drzwi, posadził ją na schodach a sam podszedł pod okno upewnić się, że Paul śpi. W domu nie świeciła się ani jedna lampka. Matt miał okazję po cichu zostawić Abby i odjechać. Podniósł nietrzeźwą i założył jej rękę na swoją szyję. Szarpnął za klamkę ale drzwi były zamknięte.
- Co jest do cholery? był zdziwiony - Zamknął drzwi wiedząc, że nie wróciłaś do domu? Dziwne...
W jednej chwili chciał wziąć ją do siebie do domu ale uświadomił sobie, że to idiotyczne. Zadzwonił dzwonkiem ale nikt nie otwierał potem zaczął stukać a następnie walić w drzwi. Nareszcie zza drzwi domu zaczął dobiegać jakiś hałas potem usłyszał "Cholera! ssss.... ała". Drzwi otworzył jego kumpel trzymający się za stopę
- Matt? Abby?! Co tu się dzieje? patrzył zdziwiony na ledwo stojącą Abby która już zaczynała usypiać w ramionach Collins'a
- Spotkałem ją w klubie była jakaś dziwna, zaczęła ostro pić.
- W klubie? Pić? Przecież miała zostać na noc u przyjaciółki..., już nic z tego nie rozumiał
- Pomożesz mi czy będziesz tak stać?
Paul podszedł i złapał dziewczynę z drugiej strony po czym zaprowadzili ją do sypialni i położyli na łóżku.
- Możesz pójść zamknąć drzwi? poprosił zdejmując Abby buty
Mężczyzna zrobił to co kazał mu kumpel
- Słuchaj nie wiem jak to się stało, powinienem jej pilnować ale szybko ją ścięło.
- To nie twoja wina ważne, że bezpiecznie wróciła do domu. Dzięki
- To ja już spadam, spokojnej nocy. Cześć
- Jeszcze raz dzięki

_________________________________________________________________________________
Przepraszam za tą dłuuugą przerwę ale a to nie było kiedy napisać a to się nie chciało i tak wyszło. Na prośbę czytelniczki rozdział dłuższy i z większą ilością opisów ale nie obiecuje, że następne będą takie. W środku gwałtownie zmieniłam narrację ale mam cichą nadzieję, że nie popsuło to wszystkiego. W zakładce "Bohaterowie" dodałam jak się domyślacie Matt'a. Nie wiem czy on w następnych rozdziałach będzie odgrywał jakąś ważną rolę. Mam nadzieje, że rozdział się podoba. Do następnego, jak najszybciej mam nadzieję :)