Linkin Park

Linkin Park

sobota, 29 marca 2014

Rozdział 5

Weszłam do domu, zdjęłam wierzchnie ubranie, rzuciłam torebkę w kąt i poszłam do salonu, w nim na kanapie siedział Paul
- Witaj Abby
- Cześć, odpowiedziałam pod nosem tak cicho, że być może nie dosłyszał. Nie zatrzymując się skierowałam się do łazienki. Stanęłam przed lustrem wiszącym na białej ścianie i przed dłuższą chwilę wpatrywałam się w swoją zmęczoną twarz, zmyłam makijaż i weszłam pod prysznic. Zimna woda na przemian z gorącą spływała po moim ciele przyprawiając mnie o dreszcze. Rozmyślałam co może się stać jak w końcu wyjdę. Owinęłam włosy w ręcznik, nałożyłam szlafrok i wyszłam z zaparowanej łazienki od razu moim oczom ukazał się Paul siedzący pod drzwiami. Chciałam go wyminąć ale on chwycił mnie za rękę, strach mnie obleciał.
- Abby możemy porozmawiać?
- Nie mamy o czym
- Ja uważam, że mamy... proszę
- Niech ci będzie, poczekaj pójdę się ubrać
Poszłam do sypialni, otworzyłam szafę i ubrałam coś normalnego. Przed wyjściem wzięłam głęboki oddech i zebrałam myśli. Paul czekał na kanapie dosiadłam się do niego lecz zachowałam bezpieczną odległość
- Abby
- Paul..., powiedzieliśmy w jednym momencie lecz ja zrezygnowałam i oddałam mu głos.
- Abby, ja... ja... po prostu jest mi strasznie głupio i przykro, że tak cię potraktowałem, wstydzę się tego. Nie chciałem tego wszystkiego powiedzieć i zrobić. Nie wiem czym się wtedy kierowałem a może co mną kierowało? Od jakiegoś czasu czuję, że nie jestem sobą. Cały czas się kłócimy i wiem że wina leży po mojej stronie. Stałem się agresywny i ty za tym cierpisz. Po prostu... chciałem cię przeprosić za wszystko co ci zrobiłem i mam nadzieję, że mi wybaczysz.
Nie odzywałam się. Poczułam się tak jak tamtego wieczoru... odrętwiała, oszołomiona, zniechęcona, nie mogąca wydusić z siebie ani jednego słowa. Tysiące myśli napływały mi do głowy czułam jakby mi miały rozsadzić czaszkę. Wahałam się... wybaczyć czy dać sobie spokój? W jednej chwili myślałam 'tak' w drugiej 'nie'. Przecież nie mogłam być obojętna na 5 lat naszej znajomości i związku... czułam, że między nami nie jest jak dawniej i nie będzie. Różne myśli mną targały, kiedy spojrzałam w jego piękne, niebieskie oczy... pełne bólu, żalu, skruchy i wstydu wiedziałam, że muszę się zgodzić i dać jemu i NAM jeszcze jedną szansę, nie mogłam zaprzepaścić tego związku
- Mam ci wybaczyć, tak? Po tym co mi zrobiłeś?
- Wiem ja się teraz czujesz ale naprawdę mi na tobie zależy, na tym związku. Nie będę w żaden sposób się usprawiedliwiać. Po prostu przemyśli to zanim odpowiesz.
- Jesteś cholernym dupkiem Paul... i nie wiem dlaczego to robię ale się zgadzam. Chcę dać nam szansę... kolejną
Na jego twarzy pojawił się uśmiech, objął dłońmi twarz i głośno odetchnął
- Jesteś najwspanialszą kobietą jaką mogłem spotkać, powiedział, przysunął się, pocałował mnie w czoło i przytknął moją głowę do swojej klatki piersiowej. - Dziękuję...
Długo nie odwzajemniałam jego uścisku aż po jakimś czasie zaplotłam ręce wokół niego.
- Kocham cię Abby... wiesz?
- Wiem... dobra jaki masz pomysł na spędzenie wieczoru?
- Wieczór na mieście czy w domu?
- W domu
- Kolacja czy dobry film
- Nie jestem głodna
- Paranormal activity?
- Niech będzie, uśmiechnęłam się
W połowie filmu przyszedł czas na ostrzejszą akcję, przestraszyłam się i odruchowo złapałam go za rękę. On uroczo się uśmiechnął, objął mnie ramieniem i pocałował. Nie opierałam się, ostatnimi czasy to jedna z milszych chwil między nami. Oczywiście przy moim szczęściu musiał zadzwonić telefon. Sięgnęłam do kieszeni i wyciągnęłam ową przyczynę zamieszania.
- To Kar muszę odebrać
- Czekam na ciebie
Szybkim krokiem udałam się do sypialni i odebrałam
- Słucham
- Nie przeszkadzam?
- Coś ty, o co chodzi?
- Chciałam się dowiedzieć czy wszystko w porządku
- Tak, wszystko sobie wyjaśniliśmy. Jest już okey
- No to kamień z serca. Wiesz co? Wpadłam na pewien pomysł...
- Wal śmiało
- Może jutro spędziłybyśmy  razem dzień? No wiesz, tylko ty i ja bez żadnych facetów i telefonów. Pełen relaks... co ty na to?
- Czemu nie?
- No to jesteśmy umówione. Jutro rano po ciebie wpadnę. Paa
- To do jutra
Po zakończeniu rozmowy wróciłam do salonu
- Co chciała?
- Umówiłyśmy się na jutro, spędzimy razem dzień
- Przecież wy cały czas razem siedzicie
- Ale to nie to samo. Jutro byśmy sobie urządziły taki 'babski dzień' można powiedzieć
Kłamałam jak z nut twierdząc że cały czas przesiaduje u Kar bo on nawet nie wiedział, że poznałam chłopaków i nie mógł się dowiedzieć!... przynajmniej nie teraz
- Masz coś przeciwko?
- Jasne, że nie
- Dzięki, cmoknęłam go w policzek po czym dalej oglądaliśmy film. Nawet nie wiem kiedy zasnęłam w jego ramionach.

_________________________________________________________________________________
Ta dam! ;) OCENIAJCIE, KOMENTUJCIE to ważne dla mnie ;) pozdrawiam, do następnego :)

sobota, 22 marca 2014

Rozdział 4

                                    Dedykacja dla Agnes i Naty - moich pierwszych komentatorek :)

Nastał ranek, spojrzałam w okno które było rozświetlone styczniowym słońcem. Niechętnie wstałam i ubrałam się. Paul jeszcze spał. Poszłam do kuchni zjeść śniadanie. Oczywiste było to, że nie było go z czego zrobić. Zadowoliłam się parówką z lodówki. Nie miałam ochoty przebywać w jednym budynku z... no właśnie z moim narzeczonym.. Wszystko co się teraz dzieje to jakiś zły sen! Zaraz się obudzę i wszystko wróci do normy... jednak nie wróciło. Wzięłam torbę, telefon i wyszłam. Nie wiedziałam dokąd pójść. Karen z pewnością jeszcze śpi. No cóż... nie mam innego wyjścia, idę do niej. Włożyłam słuchawki do uszów, miło było usłyszeć kojący głos Chestera w "Breaking the habit". To jest ta piosenka, która pomaga mi w trudnych chwilach. W pewien sposób utożsamiam się z tym człowiekiem opisanym w tekście który również ma problemy. W ten sposób wiem, że nie jestem sama. W jakimś stopniu rozluźniona obrałam kierunek mieszkania Kar.
- Cześć
- No hej, a Ciebie co tak wcześnie sprowadza w moje progi?
- ...Nie wiem
- Wie wiesz?
- Uhm, nie chciałam być w domu kiedy Paul się obudzi.
- No co jest? Znowu była między wami sprzeczka?
- Powiedzmy...
- Siadaj, rozgość się.,  po czym sama dosiadła się do mnie. -Co ty masz na policzku?
- Takie MAŁE otarcie
- Skąd to masz? .... Chyba nie usiłujesz mi powiedzieć, że cię uderzył?!
Nie przeczyłam ani nie potwierdzałam
- Nie, nie, nie, nie! To się nie dzieje naprawdę! Wszystkiego się po nim mogłam spodziewać ale nie tego!
-Daj spokój... teraz to nie wiem co mam już robić
- Wiesz, że przemoc w związku powinno się zgłosić na policję
- I jak ty to sobie wyobrażasz? Przecież potem mogę w ogóle nie mieć życia. A poza tym co to da... przecież jest prawnikiem
- No tak... zapomniałam o tym. Nie wiem jak ci pomóc. Może chcesz u mnie przenocować?
- Dzięki za dobre chęci ale myślę, że to pogorszy sprawę.
- Jak uważasz, zawsze możesz przyjść
- W tym całym szaleństwie jest jedna pozytywna wiadomość
- Hm..?
- Zgadnij kogo wczoraj spotkałam
- Nie mam pojęcia, Obamę?
Zaśmiałyśmy się
- Nie, nie Obamę. Poznałam... Chestera Benningtona, powiedziałam z uśmiechem
- Nie gadaj! Ale...ale jak?
- Normalnie, na ulicy. Taka jakaś dziwna sytuacja zaistniała. Potem zaprosił mnie na kawę.
Ona zrobiłam niedowierzającą minę po czym po chwili namysłu dodała
- Wkręcasz mnie....
- Ha, mówię prawdę. Potem nawet poprosił mnie o numer
- Tak od razu? Jejku co wy tam robiliście ;))
- Gadaliśmy! nie wyobrażaj sobie za wiele
- Dobra, dobra... Jestem w ciężkim szoku
- To tak samo jak ja
Jeszcze długo u niej siedziałam. Gadałyśmy, słuchałyśmy muzyki. Jak za dawnych czasów.
Pożegnałam się i wyszłam. Przed jej domem zadzwonił mój telefon
- Słucham
- Cześć to ja Chester
- Cześć
- Nie obudziłem Cię?
- Coś ty... O co chodzi?
- Co byś powiedziała na spotkanie w tym samym miejscu co wczoraj?
- Nie wiem...
- Ale nie chce tego słyszeć. Zobaczysz, nie pożałujesz
- Dobrze. Teraz?
- Tak
- Zaraz będę. Pa
                                                                       * * *
Chester już na mnie czekał przy tym samych stoliku. Uścisnęliśmy sobie dłonie na przywitanie i usiedliśmy
- Co u Ciebie? zapytał mile
- Wszystko w porządku a u ciebie?
- Też. Mam dla ciebie propozycję i niespodziankę zarazem
- Co knujesz? ,uśmiechnęłam się
- Mówiłaś, że lubisz Linkin Park, prawda?
- No tak...
- W takim razie chciałem żebyś poznała resztę składu
- Naprawdę? Mówisz poważnie?!
- Jak najbardziej
Rzuciłam mu się na szyję tak naprawdę nie zastanawiając się nad tym co robię.
- Chodźmy nie marnujmy czasu

- Przepraszam, że o to pytam. Ile masz lat?
- 25
- Wyglądasz na młodszą
- To chyba  dobrze ;)
- Jasne że tak, uśmiechnął się
Po 20-stu minutach byliśmy przed budynkiem ich studia. Weszliśmy do środka, chłopaków nie było.
Wielki sprzęt, kanapa, fotele, mały stolik a nawet lodówka - to znajdowało się w środku. Wszędzie walały się foliowe torebki. Ciągle się uśmiechałam
- Chodź dalej, Chester wskazał palcem na drugie pomieszczenie
- To chyba sen...
Wszyscy się odwrócili w moją stronę
- Chłopaki przedstawiam wam Abigail
- Witaj., powiedzieli wszyscy z uśmiechem. Każdy kulturalnie podszedł i podał mi rękę. Mi to oczywiście nie wystarczyło, musiałam każdego uścisnąć
- Przepraszam nie mogłam się powstrzymać
- Nie przepraszaj, wszystko rozumiemy, Mike rzucił od siebie
- Pewnie nie zdajecie sobie sprawy ale spełniło się moje marzenie
- Miło nam to słyszeć, po to jesteśmy., powiedział David
- Podziękuj Chesterowi, to jego pomysł, Brad się wtrącił
- Wieeem, dzięki Chazzy
- Chyba nie każdą poznaną fankę od razu zapraszasz do studia i przedstawiasz reszcie?
- Oczywiście, że nie. Ty jesteś wyjątkiem. Chciałem ci po prostu  podziękować. Pomyślałem, że takie wyjście z sytuacji będzie najlepsze
- No i dobrze myślałeś, uśmiechnęłam się
Chłopaki byli naprawdę dla mnie mili. Zdradzili mi parę ciekawostek o nowej płycie ale nasze rozmowy nie skupiały się tylko na tym temacie. Byli również ciekawi mojego życia. Spojrzałam na zegarek, było już późno.
- Przepraszam, że przerywam ale niestety muszę uciekać
- Rzeczywiście jest późno, Heidi mnie zabije! Cześć wszystkim! Joe wybiegając jeszcze zdążył się pożegnać
- To.. do następnego spotkania, mam nadzieję., uśmiechnęłam się
- Zaczekaj chwilę, ja taż idę to po drodze cię odprowadzę., zaoferował się Rob
- Byłoby miło., Rob zebrał rzeczy i wyszliśmy

- Noo Chester muszę powiedzieć że masz nosa!
- O co ci chodzi Mike?
- Nie udawaj głupka!
- Przecież ma narzeczonego... sam słyszałeś
- Nie łam się, zawsze jest szansa na przyjaźń
- No jest. Dobra spadam. Cześć chłopaki!
- Ale co już uciekasz?
- A co ty chcesz jeszcze robić o tej porze?
- Może jakaś mała imprezka? wyszczerzył się
- Ja dziś odpadam, masz Brada i Phoenixa. Miłej zabawy! Do jutra.


_________________________________________________________________________________
Jak zwykle klapa ale tego już nie zmienie, nie mam głowy do dobrych opowiadań. Duużo dialogów mało opisu - właśnie tak piszę. Pewnie nie lubicie tego stylu pisania, postaram się to zmienić :)
Przepraszam za ewentualne błędy stylistyczne, które pewnie są.  Do następnego :)

piątek, 7 marca 2014

Rozdział 3

Po raz pierwszy od dawna spotkało mnie coś miłego. Milszego od ciągłych kłótni z Paul'em. To wszystko mnie przerasta. Myślałam, że to będzie związek na całe życie ale to co się ostatnio dzieje pod dachem jego domu nie pozwala mi tak myśleć. Mimo wszystko dziś jestem szczęśliwa. Szczęśliwa po poznałam wspaniałego człowieka, którego tak naprawdę uwielbiam od dzieciństwa. Mam nadzieję, że dziś nic nie jest w stanie popsuć mi humoru choć Paul pewnie już czeka na mnie nabuzowany negatywną energią.
- Witaj Paul, powiedziałam spokojnie
- Tym razem gdzie byłaś?! Hę? Może po raz kolejny mi powiesz, że u swojej przyjaciółeczki?!
- Nie mów o niej w ten sposób!
- Odpowiedz!
- A ty znowu swoje! Twoje zachowanie doprowadza mnie do szału! Nawet do domu wracać mi się nie chce..
- Moje zachowanie doprowadza cię do szału? Moje?! Nie było cię prawie 5 godzin, wydzwaniam do ciebie a tu poczta się wp*****la!
- Jak to? sprawdzam telefon, który okazje się być wyłączony. No pięknie bateria padła a on teraz ma pretekst żeby się na mnie wyżywać.
- Przepraszam cię, nie widziałam, że komórka mi się rozładowała...
- Nie wiedziałaś, jasne... 5 godzin!
- No i co z tego?
Zbliżył się do mnie wyraźnie zdenerwowany
- Myślisz, że będę siedziała tylko przy tobie? Że nigdzie nie wyjdę bo ty tak chcesz?... To się grubo mylisz!
Próbowałam go wyminąć ale on złapał mnie mocno za rękę, szarpnął i przyciągnął do siebie. Od razu pożałowałam tego co powiedziałam.
- Słuchaj... jesteś moją dziewczyną i mieszkasz pod moim dachem więc będziesz robić to co ja chce!
- Ałł.. puszczaj, to boli...
- Bo ma boleć, może w końcu zrozumiesz swoje błędy
Gadał zdenerwowany przez zęby a ja stałam osłupiała nie mogąc wyrwać się z jego uścisku
- Jesteś chory... powinieneś się leczyć
Uderzył mnie w twarz. Prawie upadłam. Złapałam się za odrętwiały policzek
- Milcz suko! wrzasnął
Pojedyncze łzy spłynęły mi po twarzy. Próbowałam przedostać się do drzwi. Złapał mnie i przycisnął do nich
- Nigdzie nie pójdziesz
- Zostaw mnie, zaczęłam się z nim szarpać
Po tych słowach zamknął mi usta głębokim pocałunkiem i zaciągnął do sypialni
- Puszczaj!!!
On bez słowa pchnął mnie na łóżko i zaczął zdzierać ze mnie ubrania.
- Proszę zostaw mnie w spokoju! Co w ciebie wstąpiło do cholery?!

Nawet nie zdejmując z siebie spodni bezlitośnie wszedł we mnie. Cicho jęknęłam. Już nawet nie starałam się wyrywać a co gorsza krzyczeć, po prostu czekałam aż on zrobi swoje. Przygniatał mnie swoim mokrym i gorącym ciałem, że z trudem mogłam oddychać. Czułam na swojej szyi jego oddech bardzo szybki i niejednostajny. Miałam ochotę krzyczeć ale tego nie zrobiłam być może dlatego, że bałam się jego reakcji. Jego ruchy były coraz bardziej mocniejsze i agresywniejsze. Oboje zaczęliśmy wydawać ciche i niekontrolowane dźwięki. W końcu przestał, popatrzył na mnie po czym namiętnie mnie pocałował ja niechętnie to odwzajemniłam. Sam pocałunek trwał dłuższą chwilę. Szczerze nie wiedziałam czego się spodziewać po tym co się stało. Bałam się go. On być może sam zaskoczony swoim zachowaniem zsunął się ze mnie, wstał, wziął koszulkę i po prostu wyszedł. Ja leżałam naga i odrętwiała, powoli przyswajałam sobie tą paskudną myśl która latała mi wciąż w głowie. Ten jego wyraz twarzy. Gdzie się podział mój kochany Paul, w którym się zakochałam... czuły, zabawny, opiekuńczy. Emocje wzięły górę. Łzy spływały mi po policzkach jedna po drugiej aż do uszów. Wtuliłam głowę w poduszkę chcąc odciąć się od problemów...


 
__________________________________________________________________________
Jest i 3 rozdział 18+ :D W sumie nic poza TYM  nie dzieje się w tym rozdziale ale mam nadzieję, że Wam się podoba :) Myślę, że będę dodawać wpisy co tydzień bo częściej nie dam rady z powodu braku czasu.
I błagam... KOMENTUJCIE! :)
Pozdrawiam w rytmach nowej nutki :D