Rozdział dedykowany Lavii Loren
Nastał ranek, styczniowe słońce zaglądało przez okno do naszej sypialni. Już po siódmej, pora wstawać bo pewnie Karen niedługo przyjdzie. Rozejrzałam się... właśnie przecież jestem sypialni pamiętam, że zasnęłam na kanapie. Mogłam się tylko domyślać jak się tu znalazłam. Powoli zsunęłam się z łóżka tak aby nie obudzić Paul'a. Wyciągnęłam z szafy ubrania stosowne do pogody i na palcach wyszłam z pomieszczenia. W kuchni zrobiłam sobie kawę i ekspresowe śniadanie - jak można się domyśleć to były kanapki. Po posiłku udałam się do łazienki aby się nieco odświeżyć. Zrobiłam delikatny makijaż a włosy upięłam w luźnego koka.
- No.. i teraz można wyjść do ludzi. powiedziałam do siebie po czym wyszłam. W kuchni zastałam Paul'a wcinającego moje kanapki.
- Ej?! Cholera człowieku nie denerwuj mnie z rana. Nie łaska sobie zrobić samemu?
- Przepraszam ale jak je zobaczyłem to nie mogłem się powstrzymać
- Ech... no jedz już jak zacząłeś. Masz szczęście, że nie mogłam ich zjeść. Dobra zbieram się bo za chwilę wpadnie tu Kar.
Już szłam zakładać buty i wtedy...
- Ej! Księżniczko nie zapomniałaś o czymś?
- N-nieee, powiedziałam z niepewnością a on zrobił minę w stylu "Are you fucking kidding me?!" - Aaa... o to ci chodzi., roześmiana podeszłam do niego i namiętnie go pocałowałam
- No.. to teraz możesz już spadać
Otworzyłam usta ze zdziwienia. - Świnia!!! krzyknęłam śmiejąc się jednocześnie
- Też Cię kocham! nie szczędził ironii
- A ja ciebie nie, wiesz?
- Nie pierdziel tylko zobacz czy cię nie ma u Karen.
*dzwonek do drzwi*
- O! o wilku mowa.
- Hej. Gotowa?
- Czekaj tylko założę kurtkę i buty
- Witaj Paul...
- Cześć, cześć.
W jej głosie wyraźnie dało się wyczuć niepewność, krążyła oczami po pomieszczeniu nie chcąc napotkać jego wzroku. Czuła się w jego towarzystwie nieswojo. Mimo pozytywnych słów wczoraj przez telefon nie potrafiła pogodzić się z decyzją najlepszej przyjaciółki. Uważała go za skończonego drania... faceta, który bije swoją przyszłą żonę. Był dla niej śmieciem! Starała się tłumić to wszystko w sobie i robić dobrą minę do złej gry..... dla Abby.
- Karen, zaopiekuj się Abby., mężczyzna wyrwał ją z zamyślenia jednocześnie zmuszając ją do patrzenia na jego parszywą mordę.
- Obiecuję.... To co, idziemy?
- Yhym. Będę wieczorem Paul. Pa
- Będę tęsknić.
* * *
- Wszystko w porządku? zapytałam
- Tak, czemu pytasz?
- W środku byłaś jakaś... nieobecna? Jeśli to dobre słowo...
- Wszystko jest okey, chwilowo... odleciałam
- W porządku. No to gdzie idziemy?
- Shopping!, krzyknęła radośnie.
- Co? O matko..., gestem odzwierciedlającym mój stosunek do tego był facepalm. - Przecież wiesz, że nie lubię się szlajać po sklepach
- Oj nie marudź tylko chodź
Po pół godziny byłyśmy pod wielkim centrum handlowym, z Kar tryskała energia ja zaś nie należałam do tych ludzi, których to ruszało. Weszłyśmy, wokół pełno ludzi... nie no! Ja chyba zwariuję, zakupy przeżyłabym ale nie ten cholerny tłok!
- Karen, ja się wracam. Nie mam zamiaru się tu katować.
- Będzie fajnie, zobaczysz. Znajdziesz coś dla siebie. Dalej na pewno będzie luźniej. No chodź!
- No dobra, robię to dla ciebie.
Kar była w swoim żywiole, cały czas oglądała jakieś ciuchy, buty, biżuterię, torebki. Ja jej tylko towarzyszyłam, do czasu. Moim oczom ukazały się czarne szpilki z ćwiekami. Od razu pobiegłam je przymierzyć. Pasowały.
- Ooo a jednak coś ci się spodobało.
- Spójrz za cenę....Nie stać mnie
- Daj spokój, Paul przecież nieźle zarabia. Chyba nie będzie całej kasy składał gdzieś na koncie. Coś trzeba wydać, a z resztą kto ci każe mówić mu ile kosztowały? Kupuj nie zastanawiaj się!
I tak zrobiłam. Pobiegłam do kasy i ... wydałam fortunę.
- Jestem głodna, może pójdziemy coś zjeść? zapytałam
- Skoczymy do jakiejś knajpki.
* * *
Po drodze wstąpiłyśmy do fryzjera bo Kar chciała podciąć końcówki.
W knajpie zamówiłyśmy hamburgery, frytki i colę. W trakcie wydało się co miało być kolejnym przystankiem dzisiejszego dnia.
- Teraz zabieram cię do spa.
- Żartujesz... chcesz wydawać tyle kasy? Ja już przekroczyłam dzisiejszy limit.
- Co ty gadasz? Ja płacę!
- Ooooo nieee... nie moja kochana
- Tak i nie dyskutuj. Należy ci się jakiś relaks po tym wszystkim.
- Dobrze, niech ci będzie tylko się nie denerwuj., nadal gadałam z pełnymi ustami -Wiesz co? zapomniałam ci o czymś powiedzieć. Wczoraj Chester do mnie dzwonił, prosił o spotkanie. Potem zabrał mnie do studia.
- Poznałaś resztę?
- Tak, miałam mega szczęście.
- Chociaż z tej strony ci się układa...
* * *
- Było świetnie! Dzięki ci za ten wypad dziś. A końcówka.... ręce masażystki... cudo!
- Wiedziałam, że ci się spodoba. Siadaj rozgość się. Pójdę po coś do picia.
- Jasne.
- Może zostaniesz u mnie na noc? Jest już późno to co się będziesz włóczyć po nocy przez miasto.
- Jeśli to nie problem... czekaj zadzwonię do Paula.
Po długim przekonywaniu ukochanej ustąpił.
- Załatwione.
- Słuuuchaaj... jesteś pewna co do swojej decyzji? No wiesz... chcesz z nim dalej być?
- A dlaczego nie? Wybrałam najlepsze rozwiązanie
- Najlepsze rozwiązanie?! Dziewczyno chcesz żyć dalej w niepewności? Przecież to wszystko na pewno nie skończy się na jednym uderzeniu. Daj sobie z nim spokój. Jesteś młoda, znajdziesz sobie lepszego, z nim zmarnujesz sobie życie. Wiej kiedy możesz!
- Nie mogę
- Nie rozumiem twojego oporu
- No właśnie! Bo nie rozumiesz i nie zrozumiesz! Nigdy nie byłaś poważnie zakochana więc skąd wiesz co czuję? Ja go po prostu kocham! I nie potrafię go zostawić bo mnie uderzył... każdy ma chwile słabości...
- Nie broń go miłością
- Gówno wiesz o miłości i związku! Wiesz co... nie chce mi się z tobą gadać!
Wyszłam i trzasnęłam drzwiami
- Zaczekaj Abby, co ty wyprawiasz?! Pięknie no po prostu pięknie!
Co ona sobie myśli?! Ugh!... z Paulem się pogodziłam to z nią się skłóciłam... Wszystko jest jakieś popieprzone. Nie daję rady nerwowo, cały dzień był idealny a końcówka... wisienka na torcie. A była taka szczęśliwa, że wszystko wróciło do normy... teraz wyszło szydło z worka. Może byłam dla niej zbyt ostra? Może miała prawo powiedzieć mi co o tym myśli? Może chciała dobrze? Na pewno nie miała prawa dyktować mi co mam robić. Może ja nie miałam prawa jej atakować? Nie wiem co mam myśleć, wyszło jak wyszło i tego nie cofnę. W drodze do domu zahaczyłam jeszcze o klub. Dochodziła 23. Weszłam do środka, sala wypchana po brzegi na kanapach również trudno znaleźć miejsce. Ludzie tańczyli w rytm house'owych kawałków. Dopchałam się jakoś do baru i usiadłam na hokerze.
- Kolejkę wódki proszę
- Jaką pani sobie życzy? zapytał barman
- Obojętnie
Po chwili dostałam pierwszy kieliszek. Bez zastanowienia go wypiłam. Nie lubiłam alkoholu wyjątkiem były dobre drinki.
- Jeszcze jedną proszę.
Wlewałam w siebie to okropne gówno nawet nie wiem dlaczego, tak aż do piątego kieliszka
- Abby? Usłyszałam męski głos za plecami. Po chwili ten ktoś usiadł obok mnie. - Abby co ty tu robisz sama o tej porze?
- Cześć Matt. Był to najlepszy przyjaciel Paul'a. Znają się jeszcze za czasów ogólniaka. - Tak postanowiłam wpaść, dawno nie byłam w takim miejscu
- I pijesz wódkę? To nie w twoim stylu
- Nie pytaj co się stało
- Poproszę to samo co ona. powiedział do barmana
- Będziesz oblewać moje nieszczęście razem ze mną?
- Cokolwiek by to nie było głupio pić samemu., uśmiechnął się - Za spotkanie, uniósł kieliszek
- Za spotkanie., zrobiłam to samo po czym chlusnęliśmy niczym kowboje z dzikiego zachodu
- Zatańczymy?
- Nieeee, sorry ale nie jestem w nastroju
- To przyszłaś tu tylko, żeby się napić? Skorzystaj z tego, że tu jesteś. Noooo chooodź, mówił przeciągłym głosem., - Ze mną nie zatańczysz? uśmiechnął się
- Jeden raz
Wyszliśmy na parkiet i zaczęliśmy kołysać się w rytm muzyki. Czułam, że alkohol zaczyna działać zwłaszcza, że w pomieszczeniu było gorąco. Dochodziło do tego, że chwilami traciłam równowagę a on mnie łapał. Nie było tego w planie ale taniec tak mnie wkręcił, że przetańczyliśmy dobre dwadzieścia minut.
- Wymiękam, chodźmy usiąść., poddałam się
- Jasne, słuuchaaj... jak ci się układa z Paulem? Dawno się z nim nie widziałem.
- Wszystko w porządku
- Nie mogę uwierzyć w to, że już się zaręczyliście, pamiętam to jak się poznaliście a tu już o... coraz bliżej do ślubu. Jak ten czas leci
- Taaa... barman polej jeszcze!
- Może ci już starczy co? Bo nie będziesz mogła ustać na nogach
- Dziś jest ten dzień... kiedy mogę się najebać. Z resztą nie gadaj tylko pij!
- Widzę, że masz ważny powód. Twoje zdrowie mała!
- Idę do kibla, zaraz wracam., język mi się plątał
Weszłam do środka, stanęłam przed lustrem i zaczęłam się sobie przyglądać... oczy mi się 'świeciły' i zaczęło mnie mdlić, poczułam się senna. Nabrałam wody w dłonie i lekko zwilżyłam policzki i czoło tak aby nie rozmazać resztek już makijażu. Do środka wchodziły też inne dziewczyny ubrane i potargane jak prostytutki po 'pracy'. Dziwnie mi się przyglądały. Nagle mnie ostro zemdliło pobiegłam do kabiny, uklęknęłam i zwymiotowałam. Usiadłam na podłodze i oparłam głowę o ścianę jednak nie było mi dane odetchnąć w ciszy. W sąsiedniej kabinie jakaś para się posuwała. Słychać było jęki kobiety i jakieś szamotanie. Było coraz ostrzej aż ścianki oddzielające kabiny zaczęły się trząść. Boże nie będę tego słuchać, pomyślałam. Z problemami ale jednak wstałam i wyszłam.
- Wszystko dobrze? spytał
- Taak... to co jeszcze po jednym? nie przeczył - To samo dla nas., powiedziałam do barmana. Od razu wypiliśmy. Po chwili zastanowienia wstałam i podeszłam do niego, złapałam za koszulę
- Chodźmy potańczyć., dziewczyna uśmiechała się do niego i kusiła wzrokiem. On najwyraźniej był z tego zadowolony. Pili równo ale mężczyzna nie był pijany. Weszli w tłum i zaczęli tańczyć. Abby zaczęła ponętnie wyginać się i ocierać o kumpla narzeczonego. Ciągle się uśmiechała jak to zwykle bywa u pijanych osób. Obmacywała go plecach i klatce piersiowej. Nie przeszkadzało jej takie zachowanie... jemu też nie. Wiedział, że to laska najlepszego kumpla i takie zachowanie jest skandaliczne ale dziewczyna sama się narzucała. Plecami do jego klaty zjeżdżała w dół przyprawiając mężczyznę o dreszcze. Stanęła przed nim i przyglądała się jego twarzy, stała tak blisko,że dosłownie zipała mu w twarz. Przygryzła jego wargę, lekko pocałowała a potem się na niego rzuciła bardzo namiętnie całując. On to odwzajemniał. Nagle coś wstąpiło w dziewczynę i opamiętała się. Odsunęła się od niego o trzy kroki ledwo stojąc na nogach. Patrzyła się tępo w podłogę.
- Ja pierdole.. co ja wyprawiam? bełkotała do siebie - Odwieziesz mnie?
Mężczyzna bez słów od razu skierował się ku wyjściowym drzwiom a ona za nim lecz była już tak pijana że Matt musiał ją podtrzymywać nawiązując tym samym kontakt cielesny czego nie chciał. Wpakował ją do swojego samochodu na tylne siedzenie. Pił ale i tak usiadł na kółkiem co było egoistyczne. Po drodze analizował całe zajście nerwowo oglądając się za siebie... kontrolując co dzieje się z Abigail. Po 15 minutach był już pod domem Wilsona. Dochodziła 2.30. Wysiadł z samochodu i obiema rękami złapał się za głowę. Wokół zaczęły szczekać okoliczne psy. Wywlókł prawie nieprzytomną dziewczynę z auta i zaniósł pod drzwi, posadził ją na schodach a sam podszedł pod okno upewnić się, że Paul śpi. W domu nie świeciła się ani jedna lampka. Matt miał okazję po cichu zostawić Abby i odjechać. Podniósł nietrzeźwą i założył jej rękę na swoją szyję. Szarpnął za klamkę ale drzwi były zamknięte.
- Co jest do cholery? był zdziwiony - Zamknął drzwi wiedząc, że nie wróciłaś do domu? Dziwne...
W jednej chwili chciał wziąć ją do siebie do domu ale uświadomił sobie, że to idiotyczne. Zadzwonił dzwonkiem ale nikt nie otwierał potem zaczął stukać a następnie walić w drzwi. Nareszcie zza drzwi domu zaczął dobiegać jakiś hałas potem usłyszał "Cholera! ssss.... ała". Drzwi otworzył jego kumpel trzymający się za stopę
- Matt? Abby?! Co tu się dzieje? patrzył zdziwiony na ledwo stojącą Abby która już zaczynała usypiać w ramionach Collins'a
- Spotkałem ją w klubie była jakaś dziwna, zaczęła ostro pić.
- W klubie? Pić? Przecież miała zostać na noc u przyjaciółki..., już nic z tego nie rozumiał
- Pomożesz mi czy będziesz tak stać?
Paul podszedł i złapał dziewczynę z drugiej strony po czym zaprowadzili ją do sypialni i położyli na łóżku.
- Możesz pójść zamknąć drzwi? poprosił zdejmując Abby buty
Mężczyzna zrobił to co kazał mu kumpel
- Słuchaj nie wiem jak to się stało, powinienem jej pilnować ale szybko ją ścięło.
- To nie twoja wina ważne, że bezpiecznie wróciła do domu. Dzięki
- To ja już spadam, spokojnej nocy. Cześć
- Jeszcze raz dzięki
_________________________________________________________________________________
Przepraszam za tą dłuuugą przerwę ale a to nie było kiedy napisać a to się nie chciało i tak wyszło. Na prośbę czytelniczki rozdział dłuższy i z większą ilością opisów ale nie obiecuje, że następne będą takie. W środku gwałtownie zmieniłam narrację ale mam cichą nadzieję, że nie popsuło to wszystkiego. W zakładce "Bohaterowie" dodałam jak się domyślacie Matt'a. Nie wiem czy on w następnych rozdziałach będzie odgrywał jakąś ważną rolę. Mam nadzieje, że rozdział się podoba. Do następnego, jak najszybciej mam nadzieję :)
You try to take the best of me. Go away!
niedziela, 18 maja 2014
sobota, 29 marca 2014
Rozdział 5
Weszłam do domu, zdjęłam wierzchnie ubranie, rzuciłam torebkę w kąt i poszłam do salonu, w nim na kanapie siedział Paul
- Witaj Abby
- Cześć, odpowiedziałam pod nosem tak cicho, że być może nie dosłyszał. Nie zatrzymując się skierowałam się do łazienki. Stanęłam przed lustrem wiszącym na białej ścianie i przed dłuższą chwilę wpatrywałam się w swoją zmęczoną twarz, zmyłam makijaż i weszłam pod prysznic. Zimna woda na przemian z gorącą spływała po moim ciele przyprawiając mnie o dreszcze. Rozmyślałam co może się stać jak w końcu wyjdę. Owinęłam włosy w ręcznik, nałożyłam szlafrok i wyszłam z zaparowanej łazienki od razu moim oczom ukazał się Paul siedzący pod drzwiami. Chciałam go wyminąć ale on chwycił mnie za rękę, strach mnie obleciał.
- Abby możemy porozmawiać?
- Nie mamy o czym
- Ja uważam, że mamy... proszę
- Niech ci będzie, poczekaj pójdę się ubrać
Poszłam do sypialni, otworzyłam szafę i ubrałam coś normalnego. Przed wyjściem wzięłam głęboki oddech i zebrałam myśli. Paul czekał na kanapie dosiadłam się do niego lecz zachowałam bezpieczną odległość
- Abby
- Paul..., powiedzieliśmy w jednym momencie lecz ja zrezygnowałam i oddałam mu głos.
- Abby, ja... ja... po prostu jest mi strasznie głupio i przykro, że tak cię potraktowałem, wstydzę się tego. Nie chciałem tego wszystkiego powiedzieć i zrobić. Nie wiem czym się wtedy kierowałem a może co mną kierowało? Od jakiegoś czasu czuję, że nie jestem sobą. Cały czas się kłócimy i wiem że wina leży po mojej stronie. Stałem się agresywny i ty za tym cierpisz. Po prostu... chciałem cię przeprosić za wszystko co ci zrobiłem i mam nadzieję, że mi wybaczysz.
Nie odzywałam się. Poczułam się tak jak tamtego wieczoru... odrętwiała, oszołomiona, zniechęcona, nie mogąca wydusić z siebie ani jednego słowa. Tysiące myśli napływały mi do głowy czułam jakby mi miały rozsadzić czaszkę. Wahałam się... wybaczyć czy dać sobie spokój? W jednej chwili myślałam 'tak' w drugiej 'nie'. Przecież nie mogłam być obojętna na 5 lat naszej znajomości i związku... czułam, że między nami nie jest jak dawniej i nie będzie. Różne myśli mną targały, kiedy spojrzałam w jego piękne, niebieskie oczy... pełne bólu, żalu, skruchy i wstydu wiedziałam, że muszę się zgodzić i dać jemu i NAM jeszcze jedną szansę, nie mogłam zaprzepaścić tego związku
- Mam ci wybaczyć, tak? Po tym co mi zrobiłeś?
- Wiem ja się teraz czujesz ale naprawdę mi na tobie zależy, na tym związku. Nie będę w żaden sposób się usprawiedliwiać. Po prostu przemyśli to zanim odpowiesz.
- Jesteś cholernym dupkiem Paul... i nie wiem dlaczego to robię ale się zgadzam. Chcę dać nam szansę... kolejną
Na jego twarzy pojawił się uśmiech, objął dłońmi twarz i głośno odetchnął
- Jesteś najwspanialszą kobietą jaką mogłem spotkać, powiedział, przysunął się, pocałował mnie w czoło i przytknął moją głowę do swojej klatki piersiowej. - Dziękuję...
Długo nie odwzajemniałam jego uścisku aż po jakimś czasie zaplotłam ręce wokół niego.
- Kocham cię Abby... wiesz?
- Wiem... dobra jaki masz pomysł na spędzenie wieczoru?
- Wieczór na mieście czy w domu?
- W domu
- Kolacja czy dobry film
- Nie jestem głodna
- Paranormal activity?
- Niech będzie, uśmiechnęłam się
W połowie filmu przyszedł czas na ostrzejszą akcję, przestraszyłam się i odruchowo złapałam go za rękę. On uroczo się uśmiechnął, objął mnie ramieniem i pocałował. Nie opierałam się, ostatnimi czasy to jedna z milszych chwil między nami. Oczywiście przy moim szczęściu musiał zadzwonić telefon. Sięgnęłam do kieszeni i wyciągnęłam ową przyczynę zamieszania.
- To Kar muszę odebrać
- Czekam na ciebie
Szybkim krokiem udałam się do sypialni i odebrałam
- Słucham
- Nie przeszkadzam?
- Coś ty, o co chodzi?
- Chciałam się dowiedzieć czy wszystko w porządku
- Tak, wszystko sobie wyjaśniliśmy. Jest już okey
- No to kamień z serca. Wiesz co? Wpadłam na pewien pomysł...
- Wal śmiało
- Może jutro spędziłybyśmy razem dzień? No wiesz, tylko ty i ja bez żadnych facetów i telefonów. Pełen relaks... co ty na to?
- Czemu nie?
- No to jesteśmy umówione. Jutro rano po ciebie wpadnę. Paa
- To do jutra
Po zakończeniu rozmowy wróciłam do salonu
- Co chciała?
- Umówiłyśmy się na jutro, spędzimy razem dzień
- Przecież wy cały czas razem siedzicie
- Ale to nie to samo. Jutro byśmy sobie urządziły taki 'babski dzień' można powiedzieć
Kłamałam jak z nut twierdząc że cały czas przesiaduje u Kar bo on nawet nie wiedział, że poznałam chłopaków i nie mógł się dowiedzieć!... przynajmniej nie teraz
- Masz coś przeciwko?
- Jasne, że nie
- Dzięki, cmoknęłam go w policzek po czym dalej oglądaliśmy film. Nawet nie wiem kiedy zasnęłam w jego ramionach.
_________________________________________________________________________________
Ta dam! ;) OCENIAJCIE, KOMENTUJCIE to ważne dla mnie ;) pozdrawiam, do następnego :)
- Witaj Abby
- Cześć, odpowiedziałam pod nosem tak cicho, że być może nie dosłyszał. Nie zatrzymując się skierowałam się do łazienki. Stanęłam przed lustrem wiszącym na białej ścianie i przed dłuższą chwilę wpatrywałam się w swoją zmęczoną twarz, zmyłam makijaż i weszłam pod prysznic. Zimna woda na przemian z gorącą spływała po moim ciele przyprawiając mnie o dreszcze. Rozmyślałam co może się stać jak w końcu wyjdę. Owinęłam włosy w ręcznik, nałożyłam szlafrok i wyszłam z zaparowanej łazienki od razu moim oczom ukazał się Paul siedzący pod drzwiami. Chciałam go wyminąć ale on chwycił mnie za rękę, strach mnie obleciał.
- Abby możemy porozmawiać?
- Nie mamy o czym
- Ja uważam, że mamy... proszę
- Niech ci będzie, poczekaj pójdę się ubrać
Poszłam do sypialni, otworzyłam szafę i ubrałam coś normalnego. Przed wyjściem wzięłam głęboki oddech i zebrałam myśli. Paul czekał na kanapie dosiadłam się do niego lecz zachowałam bezpieczną odległość
- Abby
- Paul..., powiedzieliśmy w jednym momencie lecz ja zrezygnowałam i oddałam mu głos.
- Abby, ja... ja... po prostu jest mi strasznie głupio i przykro, że tak cię potraktowałem, wstydzę się tego. Nie chciałem tego wszystkiego powiedzieć i zrobić. Nie wiem czym się wtedy kierowałem a może co mną kierowało? Od jakiegoś czasu czuję, że nie jestem sobą. Cały czas się kłócimy i wiem że wina leży po mojej stronie. Stałem się agresywny i ty za tym cierpisz. Po prostu... chciałem cię przeprosić za wszystko co ci zrobiłem i mam nadzieję, że mi wybaczysz.
Nie odzywałam się. Poczułam się tak jak tamtego wieczoru... odrętwiała, oszołomiona, zniechęcona, nie mogąca wydusić z siebie ani jednego słowa. Tysiące myśli napływały mi do głowy czułam jakby mi miały rozsadzić czaszkę. Wahałam się... wybaczyć czy dać sobie spokój? W jednej chwili myślałam 'tak' w drugiej 'nie'. Przecież nie mogłam być obojętna na 5 lat naszej znajomości i związku... czułam, że między nami nie jest jak dawniej i nie będzie. Różne myśli mną targały, kiedy spojrzałam w jego piękne, niebieskie oczy... pełne bólu, żalu, skruchy i wstydu wiedziałam, że muszę się zgodzić i dać jemu i NAM jeszcze jedną szansę, nie mogłam zaprzepaścić tego związku
- Mam ci wybaczyć, tak? Po tym co mi zrobiłeś?
- Wiem ja się teraz czujesz ale naprawdę mi na tobie zależy, na tym związku. Nie będę w żaden sposób się usprawiedliwiać. Po prostu przemyśli to zanim odpowiesz.
- Jesteś cholernym dupkiem Paul... i nie wiem dlaczego to robię ale się zgadzam. Chcę dać nam szansę... kolejną
Na jego twarzy pojawił się uśmiech, objął dłońmi twarz i głośno odetchnął
- Jesteś najwspanialszą kobietą jaką mogłem spotkać, powiedział, przysunął się, pocałował mnie w czoło i przytknął moją głowę do swojej klatki piersiowej. - Dziękuję...
Długo nie odwzajemniałam jego uścisku aż po jakimś czasie zaplotłam ręce wokół niego.
- Kocham cię Abby... wiesz?
- Wiem... dobra jaki masz pomysł na spędzenie wieczoru?
- Wieczór na mieście czy w domu?
- W domu
- Kolacja czy dobry film
- Nie jestem głodna
- Paranormal activity?
- Niech będzie, uśmiechnęłam się
W połowie filmu przyszedł czas na ostrzejszą akcję, przestraszyłam się i odruchowo złapałam go za rękę. On uroczo się uśmiechnął, objął mnie ramieniem i pocałował. Nie opierałam się, ostatnimi czasy to jedna z milszych chwil między nami. Oczywiście przy moim szczęściu musiał zadzwonić telefon. Sięgnęłam do kieszeni i wyciągnęłam ową przyczynę zamieszania.
- To Kar muszę odebrać
- Czekam na ciebie
Szybkim krokiem udałam się do sypialni i odebrałam
- Słucham
- Nie przeszkadzam?
- Coś ty, o co chodzi?
- Chciałam się dowiedzieć czy wszystko w porządku
- Tak, wszystko sobie wyjaśniliśmy. Jest już okey
- No to kamień z serca. Wiesz co? Wpadłam na pewien pomysł...
- Wal śmiało
- Może jutro spędziłybyśmy razem dzień? No wiesz, tylko ty i ja bez żadnych facetów i telefonów. Pełen relaks... co ty na to?
- Czemu nie?
- No to jesteśmy umówione. Jutro rano po ciebie wpadnę. Paa
- To do jutra
Po zakończeniu rozmowy wróciłam do salonu
- Co chciała?
- Umówiłyśmy się na jutro, spędzimy razem dzień
- Przecież wy cały czas razem siedzicie
- Ale to nie to samo. Jutro byśmy sobie urządziły taki 'babski dzień' można powiedzieć
Kłamałam jak z nut twierdząc że cały czas przesiaduje u Kar bo on nawet nie wiedział, że poznałam chłopaków i nie mógł się dowiedzieć!... przynajmniej nie teraz
- Masz coś przeciwko?
- Jasne, że nie
- Dzięki, cmoknęłam go w policzek po czym dalej oglądaliśmy film. Nawet nie wiem kiedy zasnęłam w jego ramionach.
_________________________________________________________________________________
Ta dam! ;) OCENIAJCIE, KOMENTUJCIE to ważne dla mnie ;) pozdrawiam, do następnego :)
sobota, 22 marca 2014
Rozdział 4
Dedykacja dla Agnes i Naty - moich pierwszych komentatorek :)
Nastał ranek, spojrzałam w okno które było rozświetlone styczniowym słońcem. Niechętnie wstałam i ubrałam się. Paul jeszcze spał. Poszłam do kuchni zjeść śniadanie. Oczywiste było to, że nie było go z czego zrobić. Zadowoliłam się parówką z lodówki. Nie miałam ochoty przebywać w jednym budynku z... no właśnie z moim narzeczonym.. Wszystko co się teraz dzieje to jakiś zły sen! Zaraz się obudzę i wszystko wróci do normy... jednak nie wróciło. Wzięłam torbę, telefon i wyszłam. Nie wiedziałam dokąd pójść. Karen z pewnością jeszcze śpi. No cóż... nie mam innego wyjścia, idę do niej. Włożyłam słuchawki do uszów, miło było usłyszeć kojący głos Chestera w "Breaking the habit". To jest ta piosenka, która pomaga mi w trudnych chwilach. W pewien sposób utożsamiam się z tym człowiekiem opisanym w tekście który również ma problemy. W ten sposób wiem, że nie jestem sama. W jakimś stopniu rozluźniona obrałam kierunek mieszkania Kar.
- Cześć
- No hej, a Ciebie co tak wcześnie sprowadza w moje progi?
- ...Nie wiem
- Wie wiesz?
- Uhm, nie chciałam być w domu kiedy Paul się obudzi.
- No co jest? Znowu była między wami sprzeczka?
- Powiedzmy...
- Siadaj, rozgość się., po czym sama dosiadła się do mnie. -Co ty masz na policzku?
- Takie MAŁE otarcie
- Skąd to masz? .... Chyba nie usiłujesz mi powiedzieć, że cię uderzył?!
Nie przeczyłam ani nie potwierdzałam
- Nie, nie, nie, nie! To się nie dzieje naprawdę! Wszystkiego się po nim mogłam spodziewać ale nie tego!
-Daj spokój... teraz to nie wiem co mam już robić
- Wiesz, że przemoc w związku powinno się zgłosić na policję
- I jak ty to sobie wyobrażasz? Przecież potem mogę w ogóle nie mieć życia. A poza tym co to da... przecież jest prawnikiem
- No tak... zapomniałam o tym. Nie wiem jak ci pomóc. Może chcesz u mnie przenocować?
- Dzięki za dobre chęci ale myślę, że to pogorszy sprawę.
- Jak uważasz, zawsze możesz przyjść
- W tym całym szaleństwie jest jedna pozytywna wiadomość
- Hm..?
- Zgadnij kogo wczoraj spotkałam
- Nie mam pojęcia, Obamę?
Zaśmiałyśmy się
- Nie, nie Obamę. Poznałam... Chestera Benningtona, powiedziałam z uśmiechem
- Nie gadaj! Ale...ale jak?
- Normalnie, na ulicy. Taka jakaś dziwna sytuacja zaistniała. Potem zaprosił mnie na kawę.
Ona zrobiłam niedowierzającą minę po czym po chwili namysłu dodała
- Wkręcasz mnie....
- Ha, mówię prawdę. Potem nawet poprosił mnie o numer
- Tak od razu? Jejku co wy tam robiliście ;))
- Gadaliśmy! nie wyobrażaj sobie za wiele
- Dobra, dobra... Jestem w ciężkim szoku
- To tak samo jak ja
Jeszcze długo u niej siedziałam. Gadałyśmy, słuchałyśmy muzyki. Jak za dawnych czasów.
Pożegnałam się i wyszłam. Przed jej domem zadzwonił mój telefon
- Słucham
- Cześć to ja Chester
- Cześć
- Nie obudziłem Cię?
- Coś ty... O co chodzi?
- Co byś powiedziała na spotkanie w tym samym miejscu co wczoraj?
- Nie wiem...
- Ale nie chce tego słyszeć. Zobaczysz, nie pożałujesz
- Dobrze. Teraz?
- Tak
- Zaraz będę. Pa
* * *
Chester już na mnie czekał przy tym samych stoliku. Uścisnęliśmy sobie dłonie na przywitanie i usiedliśmy
- Co u Ciebie? zapytał mile
- Wszystko w porządku a u ciebie?
- Też. Mam dla ciebie propozycję i niespodziankę zarazem
- Co knujesz? ,uśmiechnęłam się
- Mówiłaś, że lubisz Linkin Park, prawda?
- No tak...
- W takim razie chciałem żebyś poznała resztę składu
- Naprawdę? Mówisz poważnie?!
- Jak najbardziej
Rzuciłam mu się na szyję tak naprawdę nie zastanawiając się nad tym co robię.
- Chodźmy nie marnujmy czasu
- Przepraszam, że o to pytam. Ile masz lat?
- 25
- Wyglądasz na młodszą
- To chyba dobrze ;)
- Jasne że tak, uśmiechnął się
Po 20-stu minutach byliśmy przed budynkiem ich studia. Weszliśmy do środka, chłopaków nie było.
Wielki sprzęt, kanapa, fotele, mały stolik a nawet lodówka - to znajdowało się w środku. Wszędzie walały się foliowe torebki. Ciągle się uśmiechałam
- Chodź dalej, Chester wskazał palcem na drugie pomieszczenie
- To chyba sen...
Wszyscy się odwrócili w moją stronę
- Chłopaki przedstawiam wam Abigail
- Witaj., powiedzieli wszyscy z uśmiechem. Każdy kulturalnie podszedł i podał mi rękę. Mi to oczywiście nie wystarczyło, musiałam każdego uścisnąć
- Przepraszam nie mogłam się powstrzymać
- Nie przepraszaj, wszystko rozumiemy, Mike rzucił od siebie
- Pewnie nie zdajecie sobie sprawy ale spełniło się moje marzenie
- Miło nam to słyszeć, po to jesteśmy., powiedział David
- Podziękuj Chesterowi, to jego pomysł, Brad się wtrącił
- Wieeem, dzięki Chazzy
- Chyba nie każdą poznaną fankę od razu zapraszasz do studia i przedstawiasz reszcie?
- Oczywiście, że nie. Ty jesteś wyjątkiem. Chciałem ci po prostu podziękować. Pomyślałem, że takie wyjście z sytuacji będzie najlepsze
- No i dobrze myślałeś, uśmiechnęłam się
Chłopaki byli naprawdę dla mnie mili. Zdradzili mi parę ciekawostek o nowej płycie ale nasze rozmowy nie skupiały się tylko na tym temacie. Byli również ciekawi mojego życia. Spojrzałam na zegarek, było już późno.
- Przepraszam, że przerywam ale niestety muszę uciekać
- Rzeczywiście jest późno, Heidi mnie zabije! Cześć wszystkim! Joe wybiegając jeszcze zdążył się pożegnać
- To.. do następnego spotkania, mam nadzieję., uśmiechnęłam się
- Zaczekaj chwilę, ja taż idę to po drodze cię odprowadzę., zaoferował się Rob
- Byłoby miło., Rob zebrał rzeczy i wyszliśmy
- Noo Chester muszę powiedzieć że masz nosa!
- O co ci chodzi Mike?
- Nie udawaj głupka!
- Przecież ma narzeczonego... sam słyszałeś
- Nie łam się, zawsze jest szansa na przyjaźń
- No jest. Dobra spadam. Cześć chłopaki!
- Ale co już uciekasz?
- A co ty chcesz jeszcze robić o tej porze?
- Może jakaś mała imprezka? wyszczerzył się
- Ja dziś odpadam, masz Brada i Phoenixa. Miłej zabawy! Do jutra.
_________________________________________________________________________________
Jak zwykle klapa ale tego już nie zmienie, nie mam głowy do dobrych opowiadań. Duużo dialogów mało opisu - właśnie tak piszę. Pewnie nie lubicie tego stylu pisania, postaram się to zmienić :)
Przepraszam za ewentualne błędy stylistyczne, które pewnie są. Do następnego :)
Nastał ranek, spojrzałam w okno które było rozświetlone styczniowym słońcem. Niechętnie wstałam i ubrałam się. Paul jeszcze spał. Poszłam do kuchni zjeść śniadanie. Oczywiste było to, że nie było go z czego zrobić. Zadowoliłam się parówką z lodówki. Nie miałam ochoty przebywać w jednym budynku z... no właśnie z moim narzeczonym.. Wszystko co się teraz dzieje to jakiś zły sen! Zaraz się obudzę i wszystko wróci do normy... jednak nie wróciło. Wzięłam torbę, telefon i wyszłam. Nie wiedziałam dokąd pójść. Karen z pewnością jeszcze śpi. No cóż... nie mam innego wyjścia, idę do niej. Włożyłam słuchawki do uszów, miło było usłyszeć kojący głos Chestera w "Breaking the habit". To jest ta piosenka, która pomaga mi w trudnych chwilach. W pewien sposób utożsamiam się z tym człowiekiem opisanym w tekście który również ma problemy. W ten sposób wiem, że nie jestem sama. W jakimś stopniu rozluźniona obrałam kierunek mieszkania Kar.
- Cześć
- No hej, a Ciebie co tak wcześnie sprowadza w moje progi?
- ...Nie wiem
- Wie wiesz?
- Uhm, nie chciałam być w domu kiedy Paul się obudzi.
- No co jest? Znowu była między wami sprzeczka?
- Powiedzmy...
- Siadaj, rozgość się., po czym sama dosiadła się do mnie. -Co ty masz na policzku?
- Takie MAŁE otarcie
- Skąd to masz? .... Chyba nie usiłujesz mi powiedzieć, że cię uderzył?!
Nie przeczyłam ani nie potwierdzałam
- Nie, nie, nie, nie! To się nie dzieje naprawdę! Wszystkiego się po nim mogłam spodziewać ale nie tego!
-Daj spokój... teraz to nie wiem co mam już robić
- Wiesz, że przemoc w związku powinno się zgłosić na policję
- I jak ty to sobie wyobrażasz? Przecież potem mogę w ogóle nie mieć życia. A poza tym co to da... przecież jest prawnikiem
- No tak... zapomniałam o tym. Nie wiem jak ci pomóc. Może chcesz u mnie przenocować?
- Dzięki za dobre chęci ale myślę, że to pogorszy sprawę.
- Jak uważasz, zawsze możesz przyjść
- W tym całym szaleństwie jest jedna pozytywna wiadomość
- Hm..?
- Zgadnij kogo wczoraj spotkałam
- Nie mam pojęcia, Obamę?
Zaśmiałyśmy się
- Nie, nie Obamę. Poznałam... Chestera Benningtona, powiedziałam z uśmiechem
- Nie gadaj! Ale...ale jak?
- Normalnie, na ulicy. Taka jakaś dziwna sytuacja zaistniała. Potem zaprosił mnie na kawę.
Ona zrobiłam niedowierzającą minę po czym po chwili namysłu dodała
- Wkręcasz mnie....
- Ha, mówię prawdę. Potem nawet poprosił mnie o numer
- Tak od razu? Jejku co wy tam robiliście ;))
- Gadaliśmy! nie wyobrażaj sobie za wiele
- Dobra, dobra... Jestem w ciężkim szoku
- To tak samo jak ja
Jeszcze długo u niej siedziałam. Gadałyśmy, słuchałyśmy muzyki. Jak za dawnych czasów.
Pożegnałam się i wyszłam. Przed jej domem zadzwonił mój telefon
- Słucham
- Cześć to ja Chester
- Cześć
- Nie obudziłem Cię?
- Coś ty... O co chodzi?
- Co byś powiedziała na spotkanie w tym samym miejscu co wczoraj?
- Nie wiem...
- Ale nie chce tego słyszeć. Zobaczysz, nie pożałujesz
- Dobrze. Teraz?
- Tak
- Zaraz będę. Pa
* * *
Chester już na mnie czekał przy tym samych stoliku. Uścisnęliśmy sobie dłonie na przywitanie i usiedliśmy
- Co u Ciebie? zapytał mile
- Wszystko w porządku a u ciebie?
- Też. Mam dla ciebie propozycję i niespodziankę zarazem
- Co knujesz? ,uśmiechnęłam się
- Mówiłaś, że lubisz Linkin Park, prawda?
- No tak...
- W takim razie chciałem żebyś poznała resztę składu
- Naprawdę? Mówisz poważnie?!
- Jak najbardziej
Rzuciłam mu się na szyję tak naprawdę nie zastanawiając się nad tym co robię.
- Chodźmy nie marnujmy czasu
- Przepraszam, że o to pytam. Ile masz lat?
- 25
- Wyglądasz na młodszą
- To chyba dobrze ;)
- Jasne że tak, uśmiechnął się
Po 20-stu minutach byliśmy przed budynkiem ich studia. Weszliśmy do środka, chłopaków nie było.
Wielki sprzęt, kanapa, fotele, mały stolik a nawet lodówka - to znajdowało się w środku. Wszędzie walały się foliowe torebki. Ciągle się uśmiechałam
- Chodź dalej, Chester wskazał palcem na drugie pomieszczenie
- To chyba sen...
Wszyscy się odwrócili w moją stronę
- Chłopaki przedstawiam wam Abigail
- Witaj., powiedzieli wszyscy z uśmiechem. Każdy kulturalnie podszedł i podał mi rękę. Mi to oczywiście nie wystarczyło, musiałam każdego uścisnąć
- Przepraszam nie mogłam się powstrzymać
- Nie przepraszaj, wszystko rozumiemy, Mike rzucił od siebie
- Pewnie nie zdajecie sobie sprawy ale spełniło się moje marzenie
- Miło nam to słyszeć, po to jesteśmy., powiedział David
- Podziękuj Chesterowi, to jego pomysł, Brad się wtrącił
- Wieeem, dzięki Chazzy
- Chyba nie każdą poznaną fankę od razu zapraszasz do studia i przedstawiasz reszcie?
- Oczywiście, że nie. Ty jesteś wyjątkiem. Chciałem ci po prostu podziękować. Pomyślałem, że takie wyjście z sytuacji będzie najlepsze
- No i dobrze myślałeś, uśmiechnęłam się
Chłopaki byli naprawdę dla mnie mili. Zdradzili mi parę ciekawostek o nowej płycie ale nasze rozmowy nie skupiały się tylko na tym temacie. Byli również ciekawi mojego życia. Spojrzałam na zegarek, było już późno.
- Przepraszam, że przerywam ale niestety muszę uciekać
- Rzeczywiście jest późno, Heidi mnie zabije! Cześć wszystkim! Joe wybiegając jeszcze zdążył się pożegnać
- To.. do następnego spotkania, mam nadzieję., uśmiechnęłam się
- Zaczekaj chwilę, ja taż idę to po drodze cię odprowadzę., zaoferował się Rob
- Byłoby miło., Rob zebrał rzeczy i wyszliśmy
- Noo Chester muszę powiedzieć że masz nosa!
- O co ci chodzi Mike?
- Nie udawaj głupka!
- Przecież ma narzeczonego... sam słyszałeś
- Nie łam się, zawsze jest szansa na przyjaźń
- No jest. Dobra spadam. Cześć chłopaki!
- Ale co już uciekasz?
- A co ty chcesz jeszcze robić o tej porze?
- Może jakaś mała imprezka? wyszczerzył się
- Ja dziś odpadam, masz Brada i Phoenixa. Miłej zabawy! Do jutra.
_________________________________________________________________________________
Jak zwykle klapa ale tego już nie zmienie, nie mam głowy do dobrych opowiadań. Duużo dialogów mało opisu - właśnie tak piszę. Pewnie nie lubicie tego stylu pisania, postaram się to zmienić :)
Przepraszam za ewentualne błędy stylistyczne, które pewnie są. Do następnego :)
piątek, 7 marca 2014
Rozdział 3
Po raz pierwszy od dawna spotkało mnie coś miłego. Milszego od ciągłych kłótni z Paul'em. To wszystko mnie przerasta. Myślałam, że to będzie związek na całe życie ale to co się ostatnio dzieje pod dachem jego domu nie pozwala mi tak myśleć. Mimo wszystko dziś jestem szczęśliwa. Szczęśliwa po poznałam wspaniałego człowieka, którego tak naprawdę uwielbiam od dzieciństwa. Mam nadzieję, że dziś nic nie jest w stanie popsuć mi humoru choć Paul pewnie już czeka na mnie nabuzowany negatywną energią.
- Witaj Paul, powiedziałam spokojnie
- Tym razem gdzie byłaś?! Hę? Może po raz kolejny mi powiesz, że u swojej przyjaciółeczki?!
- Nie mów o niej w ten sposób!
- Odpowiedz!
- A ty znowu swoje! Twoje zachowanie doprowadza mnie do szału! Nawet do domu wracać mi się nie chce..
- Moje zachowanie doprowadza cię do szału? Moje?! Nie było cię prawie 5 godzin, wydzwaniam do ciebie a tu poczta się wp*****la!
- Jak to? sprawdzam telefon, który okazje się być wyłączony. No pięknie bateria padła a on teraz ma pretekst żeby się na mnie wyżywać.
- Przepraszam cię, nie widziałam, że komórka mi się rozładowała...
- Nie wiedziałaś, jasne... 5 godzin!
- No i co z tego?
Zbliżył się do mnie wyraźnie zdenerwowany
- Myślisz, że będę siedziała tylko przy tobie? Że nigdzie nie wyjdę bo ty tak chcesz?... To się grubo mylisz!
Próbowałam go wyminąć ale on złapał mnie mocno za rękę, szarpnął i przyciągnął do siebie. Od razu pożałowałam tego co powiedziałam.
- Słuchaj... jesteś moją dziewczyną i mieszkasz pod moim dachem więc będziesz robić to co ja chce!
- Ałł.. puszczaj, to boli...
- Bo ma boleć, może w końcu zrozumiesz swoje błędy
Gadał zdenerwowany przez zęby a ja stałam osłupiała nie mogąc wyrwać się z jego uścisku
- Jesteś chory... powinieneś się leczyć
Uderzył mnie w twarz. Prawie upadłam. Złapałam się za odrętwiały policzek
- Milcz suko! wrzasnął
Pojedyncze łzy spłynęły mi po twarzy. Próbowałam przedostać się do drzwi. Złapał mnie i przycisnął do nich
- Nigdzie nie pójdziesz
- Zostaw mnie, zaczęłam się z nim szarpać
Po tych słowach zamknął mi usta głębokim pocałunkiem i zaciągnął do sypialni
- Puszczaj!!!
On bez słowa pchnął mnie na łóżko i zaczął zdzierać ze mnie ubrania.
- Proszę zostaw mnie w spokoju! Co w ciebie wstąpiło do cholery?!
Nawet nie zdejmując z siebie spodni bezlitośnie wszedł we mnie. Cicho jęknęłam. Już nawet nie starałam się wyrywać a co gorsza krzyczeć, po prostu czekałam aż on zrobi swoje. Przygniatał mnie swoim mokrym i gorącym ciałem, że z trudem mogłam oddychać. Czułam na swojej szyi jego oddech bardzo szybki i niejednostajny. Miałam ochotę krzyczeć ale tego nie zrobiłam być może dlatego, że bałam się jego reakcji. Jego ruchy były coraz bardziej mocniejsze i agresywniejsze. Oboje zaczęliśmy wydawać ciche i niekontrolowane dźwięki. W końcu przestał, popatrzył na mnie po czym namiętnie mnie pocałował ja niechętnie to odwzajemniłam. Sam pocałunek trwał dłuższą chwilę. Szczerze nie wiedziałam czego się spodziewać po tym co się stało. Bałam się go. On być może sam zaskoczony swoim zachowaniem zsunął się ze mnie, wstał, wziął koszulkę i po prostu wyszedł. Ja leżałam naga i odrętwiała, powoli przyswajałam sobie tą paskudną myśl która latała mi wciąż w głowie. Ten jego wyraz twarzy. Gdzie się podział mój kochany Paul, w którym się zakochałam... czuły, zabawny, opiekuńczy. Emocje wzięły górę. Łzy spływały mi po policzkach jedna po drugiej aż do uszów. Wtuliłam głowę w poduszkę chcąc odciąć się od problemów...
I błagam... KOMENTUJCIE! :)
Pozdrawiam w rytmach nowej nutki :D
- Witaj Paul, powiedziałam spokojnie
- Tym razem gdzie byłaś?! Hę? Może po raz kolejny mi powiesz, że u swojej przyjaciółeczki?!
- Nie mów o niej w ten sposób!
- Odpowiedz!
- A ty znowu swoje! Twoje zachowanie doprowadza mnie do szału! Nawet do domu wracać mi się nie chce..
- Moje zachowanie doprowadza cię do szału? Moje?! Nie było cię prawie 5 godzin, wydzwaniam do ciebie a tu poczta się wp*****la!
- Jak to? sprawdzam telefon, który okazje się być wyłączony. No pięknie bateria padła a on teraz ma pretekst żeby się na mnie wyżywać.
- Przepraszam cię, nie widziałam, że komórka mi się rozładowała...
- Nie wiedziałaś, jasne... 5 godzin!
- No i co z tego?
Zbliżył się do mnie wyraźnie zdenerwowany
- Myślisz, że będę siedziała tylko przy tobie? Że nigdzie nie wyjdę bo ty tak chcesz?... To się grubo mylisz!
Próbowałam go wyminąć ale on złapał mnie mocno za rękę, szarpnął i przyciągnął do siebie. Od razu pożałowałam tego co powiedziałam.
- Słuchaj... jesteś moją dziewczyną i mieszkasz pod moim dachem więc będziesz robić to co ja chce!
- Ałł.. puszczaj, to boli...
- Bo ma boleć, może w końcu zrozumiesz swoje błędy
Gadał zdenerwowany przez zęby a ja stałam osłupiała nie mogąc wyrwać się z jego uścisku
- Jesteś chory... powinieneś się leczyć
Uderzył mnie w twarz. Prawie upadłam. Złapałam się za odrętwiały policzek
- Milcz suko! wrzasnął
Pojedyncze łzy spłynęły mi po twarzy. Próbowałam przedostać się do drzwi. Złapał mnie i przycisnął do nich
- Nigdzie nie pójdziesz
- Zostaw mnie, zaczęłam się z nim szarpać
Po tych słowach zamknął mi usta głębokim pocałunkiem i zaciągnął do sypialni
- Puszczaj!!!
On bez słowa pchnął mnie na łóżko i zaczął zdzierać ze mnie ubrania.
- Proszę zostaw mnie w spokoju! Co w ciebie wstąpiło do cholery?!
Nawet nie zdejmując z siebie spodni bezlitośnie wszedł we mnie. Cicho jęknęłam. Już nawet nie starałam się wyrywać a co gorsza krzyczeć, po prostu czekałam aż on zrobi swoje. Przygniatał mnie swoim mokrym i gorącym ciałem, że z trudem mogłam oddychać. Czułam na swojej szyi jego oddech bardzo szybki i niejednostajny. Miałam ochotę krzyczeć ale tego nie zrobiłam być może dlatego, że bałam się jego reakcji. Jego ruchy były coraz bardziej mocniejsze i agresywniejsze. Oboje zaczęliśmy wydawać ciche i niekontrolowane dźwięki. W końcu przestał, popatrzył na mnie po czym namiętnie mnie pocałował ja niechętnie to odwzajemniłam. Sam pocałunek trwał dłuższą chwilę. Szczerze nie wiedziałam czego się spodziewać po tym co się stało. Bałam się go. On być może sam zaskoczony swoim zachowaniem zsunął się ze mnie, wstał, wziął koszulkę i po prostu wyszedł. Ja leżałam naga i odrętwiała, powoli przyswajałam sobie tą paskudną myśl która latała mi wciąż w głowie. Ten jego wyraz twarzy. Gdzie się podział mój kochany Paul, w którym się zakochałam... czuły, zabawny, opiekuńczy. Emocje wzięły górę. Łzy spływały mi po policzkach jedna po drugiej aż do uszów. Wtuliłam głowę w poduszkę chcąc odciąć się od problemów...
__________________________________________________________________________
Jest i 3 rozdział 18+ :D W sumie nic poza TYM nie dzieje się w tym rozdziale ale mam nadzieję, że Wam się podoba :) Myślę, że będę dodawać wpisy co tydzień bo częściej nie dam rady z powodu braku czasu.I błagam... KOMENTUJCIE! :)
Pozdrawiam w rytmach nowej nutki :D
czwartek, 27 lutego 2014
Rozdział 2
Paul staje się coraz bardziej nieznośny. Mam go już po dziurki w nosie. Ciągle coś nie tak... da mi choć trochę prywatności? Z zamyślenia wyrywa mnie tłum reporterów goniącym w moją stronę. Ciekawe o co chodzi. Widzę uciekającego mężczyznę. Chcąc uniknąć starcia z paparazzi wchodzę w poboczną uliczkę, zdziwiło mnie to że owy mężczyzna zrobił to samo. Miał na sobie dżinsy, skórzaną kurtkę, czapkę i okulary przeciwsłoneczne. Zatrzymałam się a on podbiegł do mnie.
- Pomóż mi! krzyknął a zarazem błagał
- Chodź! wydukałam po krótkim namyśle i wzięłam nieznajomego za rękę prowadząc go w inną uliczkę. Jego głos był specyficzny... czułam że go znam. Zatrzymaliśmy się w bezpiecznym miejscu.
- Dlaczego cię gonili?
On zdjął okulary i spojrzał mi w oczy. Nie wierzyłam własnym oczom. To sam Chester Bennington stoi przede mną.
- Co do..
- Proszę tylko mnie nie wydaj reporterom, przerwał mi
- No coś ty! Trafiłeś na niewłaściwą osobę. Uśmiechnęłam się nadal będąc w szoku
- Czyli mam rozumieć, że wiesz kim jestem?
- Tak! Oczywiście, że wiem, jestem waszą fanką.
- A więc wszystko rozumiem... i bardzo się cieszę z tego faktu...
Uśmiechnęłam się
- Słuchaj może dałabyś się namówić na kawę? Tak w ramach podziękowania.
- Yyyyy...
- Nie sorry to głupie pyt...
- Nie! To znaczy TAK! zgadzam się.
- Serio? To super, chodźmy.
~ ***~
Kawiarnia była mała ale przytulna z fajny klimatem. Usiedliśmy w zaciszu na skórzanych fotelach. Kelnerka podeszła do nas pytając o zamówienie.
- Co wybierasz?
- Hm.. niech będzie latte macchiato.
- W takim razie ja poproszę to samo., odpowiedział. -To... może zacznijmy znajomość od początku, uśmiechnął się
- Masz racje, Abigail Szablewska miło mi
- Chester Bennington, uścisnęliśmy sobie dłonie. Co to za nazwisko? , zrobił grymas na twarzy -Skąd jesteś?
- Z Polski
- No proszę, a co taką ładną polkę sprowadza do LA?
- Przyjechałam tu na studia., powiedziałam nieśmiało czując jak policzki mi się palą
- Co studiujesz?
- Historię muzyki i tańca. Wiem, wiem same nudy.
- Nie dlaczego? Każdy robi to co lubi. Jak na polkę to masz dobry akcent
- Dzięki, odwzajemniłam jego uśmiech -Wiesz, 5 lat już mieszkam w tym mieście a żadnego z Was jeszcze nie spotkałam.
- Taka praca. Nagrywanie kolejnych płyt, trasy. Życie w ciągłych rozjazdach można powiedzieć.
- No tak... ale cieszę się, że w końcu to nastąpiło. To było jedno z moich marzeń... uśmiechnęłam się
- Miło mi było je spełnić
Przez tą rozmowę nawet nie zauważyłam, że się ściemniło. Paul znowu zrobi mi awanturę
- Cholera...muszę już iść, przepraszam Cię.
- Nie ma sprawy
- To pa, miło było
- Pa. Chaz podniósł rękę w geście pożegnania. A ja skierowałam się ku drzwiom.
Zaraz przecież nie mogę pozwolić jej tak odejść.
- Abigail! Abigail?
Przed budynkiem usłyszałam, że ktoś mnie woła.
- Chester, co się stało?
- ... Trochę mi głupio ale może dałabyś mi jakieś namiary... no wiesz numer czy coś.., zmieszał się
- Jasne, uśmiechnęłam się od ucha do ucha. -Pisz.
On posłusznie wyją z kieszeni swój telefon i wszystko zanotował.
- To... teraz już mogę spokojnie Cię puścić. :)
- Do usłyszenia Chester! odwróciłam się na pięcie i poszłam w swoją stronę
- Pa.
***
Może w moim życiu zacznie się w końcu układać. Nie bez powodu spotyka taką dziewczynę... Ach, jest piękna wręcz idealna. Inteligentna, miła, zabawna, wysoka, błyskotliwa. Po nieudanym związku z Talindą myślałem, że już żadna dziewczyna nie wpadnie mi w oko. Achhh nie mogę nawet myśleć o tej s*ce. Na samą choćby najkrótszą myśl skacze mi ciśnienie. Nie chcę jej znać! Na szczęście najgorsze mam już za sobą... teraz trzeba tylko o tym zapomnieć...
_______________________________________________________
Nie jestem zadowolona z tego rozdziału :/ ale mam nadzieję, że Wam się spodoba :) Jeśli ktoś to w ogóle czyta ale jakieś wyświetlenia są więc czytelnicy też :) Prosiłabym Was też o jakieś komentarze- chciałabym wiedzieć co myślicie o moim opowiadaniu :)
- Pomóż mi! krzyknął a zarazem błagał
- Chodź! wydukałam po krótkim namyśle i wzięłam nieznajomego za rękę prowadząc go w inną uliczkę. Jego głos był specyficzny... czułam że go znam. Zatrzymaliśmy się w bezpiecznym miejscu.
- Dlaczego cię gonili?
On zdjął okulary i spojrzał mi w oczy. Nie wierzyłam własnym oczom. To sam Chester Bennington stoi przede mną.
- Co do..
- Proszę tylko mnie nie wydaj reporterom, przerwał mi
- No coś ty! Trafiłeś na niewłaściwą osobę. Uśmiechnęłam się nadal będąc w szoku
- Czyli mam rozumieć, że wiesz kim jestem?
- Tak! Oczywiście, że wiem, jestem waszą fanką.
- A więc wszystko rozumiem... i bardzo się cieszę z tego faktu...
Uśmiechnęłam się
- Słuchaj może dałabyś się namówić na kawę? Tak w ramach podziękowania.
- Yyyyy...
- Nie sorry to głupie pyt...
- Nie! To znaczy TAK! zgadzam się.
- Serio? To super, chodźmy.
~ ***~
Kawiarnia była mała ale przytulna z fajny klimatem. Usiedliśmy w zaciszu na skórzanych fotelach. Kelnerka podeszła do nas pytając o zamówienie.
- Co wybierasz?
- Hm.. niech będzie latte macchiato.
- W takim razie ja poproszę to samo., odpowiedział. -To... może zacznijmy znajomość od początku, uśmiechnął się
- Masz racje, Abigail Szablewska miło mi
- Chester Bennington, uścisnęliśmy sobie dłonie. Co to za nazwisko? , zrobił grymas na twarzy -Skąd jesteś?
- Z Polski
- No proszę, a co taką ładną polkę sprowadza do LA?
- Przyjechałam tu na studia., powiedziałam nieśmiało czując jak policzki mi się palą
- Co studiujesz?
- Historię muzyki i tańca. Wiem, wiem same nudy.
- Nie dlaczego? Każdy robi to co lubi. Jak na polkę to masz dobry akcent
- Dzięki, odwzajemniłam jego uśmiech -Wiesz, 5 lat już mieszkam w tym mieście a żadnego z Was jeszcze nie spotkałam.
- Taka praca. Nagrywanie kolejnych płyt, trasy. Życie w ciągłych rozjazdach można powiedzieć.
- No tak... ale cieszę się, że w końcu to nastąpiło. To było jedno z moich marzeń... uśmiechnęłam się
- Miło mi było je spełnić
Przez tą rozmowę nawet nie zauważyłam, że się ściemniło. Paul znowu zrobi mi awanturę
- Cholera...muszę już iść, przepraszam Cię.
- Nie ma sprawy
- To pa, miło było
- Pa. Chaz podniósł rękę w geście pożegnania. A ja skierowałam się ku drzwiom.
Zaraz przecież nie mogę pozwolić jej tak odejść.
- Abigail! Abigail?
Przed budynkiem usłyszałam, że ktoś mnie woła.
- Chester, co się stało?
- ... Trochę mi głupio ale może dałabyś mi jakieś namiary... no wiesz numer czy coś.., zmieszał się
- Jasne, uśmiechnęłam się od ucha do ucha. -Pisz.
On posłusznie wyją z kieszeni swój telefon i wszystko zanotował.
- To... teraz już mogę spokojnie Cię puścić. :)
- Do usłyszenia Chester! odwróciłam się na pięcie i poszłam w swoją stronę
- Pa.
***
Może w moim życiu zacznie się w końcu układać. Nie bez powodu spotyka taką dziewczynę... Ach, jest piękna wręcz idealna. Inteligentna, miła, zabawna, wysoka, błyskotliwa. Po nieudanym związku z Talindą myślałem, że już żadna dziewczyna nie wpadnie mi w oko. Achhh nie mogę nawet myśleć o tej s*ce. Na samą choćby najkrótszą myśl skacze mi ciśnienie. Nie chcę jej znać! Na szczęście najgorsze mam już za sobą... teraz trzeba tylko o tym zapomnieć...
_______________________________________________________
Nie jestem zadowolona z tego rozdziału :/ ale mam nadzieję, że Wam się spodoba :) Jeśli ktoś to w ogóle czyta ale jakieś wyświetlenia są więc czytelnicy też :) Prosiłabym Was też o jakieś komentarze- chciałabym wiedzieć co myślicie o moim opowiadaniu :)
sobota, 22 lutego 2014
Rozdział 1
Styczeń 2014. Wracam do domu, byłam u Karen , spotkałyśmy się bo miałyśmy obgadać nasz projekt na uczelni. Studiuję historię muzyki i tańca. To nie jest dla mnie odpowiedni kierunek, bo bardziej wolę śpiewać i tańczyć niż studiować jakąś tam "historię". Specjalnie na te studia przyjechałam z Polski do Los Angeles żeby się rozwijać, ale dopiero po fakcie zrozumiałam, że to nie dla mnie. No ale jeżeli się coś zaczyna to trzeba to skończyć - nieważne co by to było.
- Cześć kochanie!
- Cześć Paul, odpowiedziałam po czym pocałowaliśmy się na przywitanie.
Paul to mój narzeczony, poznałam go w wieku 19 lat po przyjeździe do LA. Spotkaliśmy się w klubie, ja byłam sama w obcym kraju a on wydawał się być miłym facetem a na dodatek bardzo przystojnym. Spotykaliśmy się parę razy i tak zrodziła się nasza miłość. Bardzo go kocham on mnie również ale ostatnio nie najlepiej nam się układa. Coraz częściej się kłócimy.
- Gdzie byłaś?
- U Karen przecież ci mówiłam, że się do niej wybieram
- Co tak długo u niej robiłaś?
- O co ci chodzi? Przecież ci mówiłam, że mamy taki projekt na uczelni. Ja robię go razem z Karen.
- Jakoś ci nie wierzę.
- Jakoś ostatnio to cały czas mi nie wierzysz. Stałeś się strasznie zazdrosny... przecież wiesz, że cię kocham.
- Wiem tylko ostatnio często znikasz a ja nawet nie wiem gdzie jesteś!
- Jak ty wychodzisz z kolegami to też nie wiem gdzie jesteś. Przychodzą mi do głowy najgorsze myśli! Że leżysz gdzieś zalany w trupa a oni nawet nie raczą cię przyprowadzić do domu... Jak JA się wtedy czuję co?! Potem jak wrócisz to nie wypytuje gdzie się szlajałeś... bo ci ufam. Wiesz co, nie będę ci się tłumaczyła.
- Więc jeśli nie chcesz co znaczy, że masz coś na sumieniu.
- Wiesz co... mam tego dosyć, ciągle jesteś wścibski i zazdrosny nie mam zamiaru tak żyć. Wychodzę...
- Czekaj, Abby...
- Chrzań się!, wychodzę nie oglądając nie za siebie.
- K***a!
_______________________________________________________
Pierwszy rozdział gotowy :) Poruszam problem przemocy w związku więc w niektórych rozdziałach może dziać się coś ostrzejszego. Na razie w tym rozdziale nie ma nic o LP ale to się zmieni w przyszłości. Jestem nieporadna jeśli chodzi o pisanie więc mam nadzieje, że jakiekolwiek błędy stylistyczne nie utkwią wam w pamięć :)
Pozdrawiam, Loatr
- Cześć kochanie!
- Cześć Paul, odpowiedziałam po czym pocałowaliśmy się na przywitanie.
Paul to mój narzeczony, poznałam go w wieku 19 lat po przyjeździe do LA. Spotkaliśmy się w klubie, ja byłam sama w obcym kraju a on wydawał się być miłym facetem a na dodatek bardzo przystojnym. Spotykaliśmy się parę razy i tak zrodziła się nasza miłość. Bardzo go kocham on mnie również ale ostatnio nie najlepiej nam się układa. Coraz częściej się kłócimy.
- Gdzie byłaś?
- U Karen przecież ci mówiłam, że się do niej wybieram
- Co tak długo u niej robiłaś?
- O co ci chodzi? Przecież ci mówiłam, że mamy taki projekt na uczelni. Ja robię go razem z Karen.
- Jakoś ci nie wierzę.
- Jakoś ostatnio to cały czas mi nie wierzysz. Stałeś się strasznie zazdrosny... przecież wiesz, że cię kocham.
- Wiem tylko ostatnio często znikasz a ja nawet nie wiem gdzie jesteś!
- Jak ty wychodzisz z kolegami to też nie wiem gdzie jesteś. Przychodzą mi do głowy najgorsze myśli! Że leżysz gdzieś zalany w trupa a oni nawet nie raczą cię przyprowadzić do domu... Jak JA się wtedy czuję co?! Potem jak wrócisz to nie wypytuje gdzie się szlajałeś... bo ci ufam. Wiesz co, nie będę ci się tłumaczyła.
- Więc jeśli nie chcesz co znaczy, że masz coś na sumieniu.
- Wiesz co... mam tego dosyć, ciągle jesteś wścibski i zazdrosny nie mam zamiaru tak żyć. Wychodzę...
- Czekaj, Abby...
- Chrzań się!, wychodzę nie oglądając nie za siebie.
- K***a!
_______________________________________________________
Pierwszy rozdział gotowy :) Poruszam problem przemocy w związku więc w niektórych rozdziałach może dziać się coś ostrzejszego. Na razie w tym rozdziale nie ma nic o LP ale to się zmieni w przyszłości. Jestem nieporadna jeśli chodzi o pisanie więc mam nadzieje, że jakiekolwiek błędy stylistyczne nie utkwią wam w pamięć :)
Pozdrawiam, Loatr
piątek, 21 lutego 2014
Prolog
Czasami nie zdajemy sobie sprawy co nas czeka w przyszłości. Myślimy, że mamy kompletnego pecha bo nic nam się nie układa i trafiamy na niewłaściwych ludzi, którzy okazują się być dla nas obcymi osobami i bardzo nas ranią. Jednak jedno wyjście z domu może odmienić nasze dotychczasowe życie i na raz spełniają się twoje wszystkie najskrytsze marzenia...
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)


