Paul staje się coraz bardziej nieznośny. Mam go już po dziurki w nosie. Ciągle coś nie tak... da mi choć trochę prywatności? Z zamyślenia wyrywa mnie tłum reporterów goniącym w moją stronę. Ciekawe o co chodzi. Widzę uciekającego mężczyznę. Chcąc uniknąć starcia z paparazzi wchodzę w poboczną uliczkę, zdziwiło mnie to że owy mężczyzna zrobił to samo. Miał na sobie dżinsy, skórzaną kurtkę, czapkę i okulary przeciwsłoneczne. Zatrzymałam się a on podbiegł do mnie.
- Pomóż mi! krzyknął a zarazem błagał
- Chodź! wydukałam po krótkim namyśle i wzięłam nieznajomego za rękę prowadząc go w inną uliczkę. Jego głos był specyficzny... czułam że go znam. Zatrzymaliśmy się w bezpiecznym miejscu.
- Dlaczego cię gonili?
On zdjął okulary i spojrzał mi w oczy. Nie wierzyłam własnym oczom. To sam Chester Bennington stoi przede mną.
- Co do..
- Proszę tylko mnie nie wydaj reporterom, przerwał mi
- No coś ty! Trafiłeś na niewłaściwą osobę. Uśmiechnęłam się nadal będąc w szoku
- Czyli mam rozumieć, że wiesz kim jestem?
- Tak! Oczywiście, że wiem, jestem waszą fanką.
- A więc wszystko rozumiem... i bardzo się cieszę z tego faktu...
Uśmiechnęłam się
- Słuchaj może dałabyś się namówić na kawę? Tak w ramach podziękowania.
- Yyyyy...
- Nie sorry to głupie pyt...
- Nie! To znaczy TAK! zgadzam się.
- Serio? To super, chodźmy.
~ ***~
Kawiarnia była mała ale przytulna z fajny klimatem. Usiedliśmy w zaciszu na skórzanych fotelach. Kelnerka podeszła do nas pytając o zamówienie.
- Co wybierasz?
- Hm.. niech będzie latte macchiato.
- W takim razie ja poproszę to samo., odpowiedział. -To... może zacznijmy znajomość od początku, uśmiechnął się
- Masz racje, Abigail Szablewska miło mi
- Chester Bennington, uścisnęliśmy sobie dłonie. Co to za nazwisko? , zrobił grymas na twarzy -Skąd jesteś?
- Z Polski
- No proszę, a co taką ładną polkę sprowadza do LA?
- Przyjechałam tu na studia., powiedziałam nieśmiało czując jak policzki mi się palą
- Co studiujesz?
- Historię muzyki i tańca. Wiem, wiem same nudy.
- Nie dlaczego? Każdy robi to co lubi. Jak na polkę to masz dobry akcent
- Dzięki, odwzajemniłam jego uśmiech -Wiesz, 5 lat już mieszkam w tym mieście a żadnego z Was jeszcze nie spotkałam.
- Taka praca. Nagrywanie kolejnych płyt, trasy. Życie w ciągłych rozjazdach można powiedzieć.
- No tak... ale cieszę się, że w końcu to nastąpiło. To było jedno z moich marzeń... uśmiechnęłam się
- Miło mi było je spełnić
Przez tą rozmowę nawet nie zauważyłam, że się ściemniło. Paul znowu zrobi mi awanturę
- Cholera...muszę już iść, przepraszam Cię.
- Nie ma sprawy
- To pa, miło było
- Pa. Chaz podniósł rękę w geście pożegnania. A ja skierowałam się ku drzwiom.
Zaraz przecież nie mogę pozwolić jej tak odejść.
- Abigail! Abigail?
Przed budynkiem usłyszałam, że ktoś mnie woła.
- Chester, co się stało?
- ... Trochę mi głupio ale może dałabyś mi jakieś namiary... no wiesz numer czy coś.., zmieszał się
- Jasne, uśmiechnęłam się od ucha do ucha. -Pisz.
On posłusznie wyją z kieszeni swój telefon i wszystko zanotował.
- To... teraz już mogę spokojnie Cię puścić. :)
- Do usłyszenia Chester! odwróciłam się na pięcie i poszłam w swoją stronę
- Pa.
***
Może w moim życiu zacznie się w końcu układać. Nie bez powodu spotyka taką dziewczynę... Ach, jest piękna wręcz idealna. Inteligentna, miła, zabawna, wysoka, błyskotliwa. Po nieudanym związku z Talindą myślałem, że już żadna dziewczyna nie wpadnie mi w oko. Achhh nie mogę nawet myśleć o tej s*ce. Na samą choćby najkrótszą myśl skacze mi ciśnienie. Nie chcę jej znać! Na szczęście najgorsze mam już za sobą... teraz trzeba tylko o tym zapomnieć...
_______________________________________________________
Nie jestem zadowolona z tego rozdziału :/ ale mam nadzieję, że Wam się spodoba :) Jeśli ktoś to w ogóle czyta ale jakieś wyświetlenia są więc czytelnicy też :) Prosiłabym Was też o jakieś komentarze- chciałabym wiedzieć co myślicie o moim opowiadaniu :)
czwartek, 27 lutego 2014
sobota, 22 lutego 2014
Rozdział 1
Styczeń 2014. Wracam do domu, byłam u Karen , spotkałyśmy się bo miałyśmy obgadać nasz projekt na uczelni. Studiuję historię muzyki i tańca. To nie jest dla mnie odpowiedni kierunek, bo bardziej wolę śpiewać i tańczyć niż studiować jakąś tam "historię". Specjalnie na te studia przyjechałam z Polski do Los Angeles żeby się rozwijać, ale dopiero po fakcie zrozumiałam, że to nie dla mnie. No ale jeżeli się coś zaczyna to trzeba to skończyć - nieważne co by to było.
- Cześć kochanie!
- Cześć Paul, odpowiedziałam po czym pocałowaliśmy się na przywitanie.
Paul to mój narzeczony, poznałam go w wieku 19 lat po przyjeździe do LA. Spotkaliśmy się w klubie, ja byłam sama w obcym kraju a on wydawał się być miłym facetem a na dodatek bardzo przystojnym. Spotykaliśmy się parę razy i tak zrodziła się nasza miłość. Bardzo go kocham on mnie również ale ostatnio nie najlepiej nam się układa. Coraz częściej się kłócimy.
- Gdzie byłaś?
- U Karen przecież ci mówiłam, że się do niej wybieram
- Co tak długo u niej robiłaś?
- O co ci chodzi? Przecież ci mówiłam, że mamy taki projekt na uczelni. Ja robię go razem z Karen.
- Jakoś ci nie wierzę.
- Jakoś ostatnio to cały czas mi nie wierzysz. Stałeś się strasznie zazdrosny... przecież wiesz, że cię kocham.
- Wiem tylko ostatnio często znikasz a ja nawet nie wiem gdzie jesteś!
- Jak ty wychodzisz z kolegami to też nie wiem gdzie jesteś. Przychodzą mi do głowy najgorsze myśli! Że leżysz gdzieś zalany w trupa a oni nawet nie raczą cię przyprowadzić do domu... Jak JA się wtedy czuję co?! Potem jak wrócisz to nie wypytuje gdzie się szlajałeś... bo ci ufam. Wiesz co, nie będę ci się tłumaczyła.
- Więc jeśli nie chcesz co znaczy, że masz coś na sumieniu.
- Wiesz co... mam tego dosyć, ciągle jesteś wścibski i zazdrosny nie mam zamiaru tak żyć. Wychodzę...
- Czekaj, Abby...
- Chrzań się!, wychodzę nie oglądając nie za siebie.
- K***a!
_______________________________________________________
Pierwszy rozdział gotowy :) Poruszam problem przemocy w związku więc w niektórych rozdziałach może dziać się coś ostrzejszego. Na razie w tym rozdziale nie ma nic o LP ale to się zmieni w przyszłości. Jestem nieporadna jeśli chodzi o pisanie więc mam nadzieje, że jakiekolwiek błędy stylistyczne nie utkwią wam w pamięć :)
Pozdrawiam, Loatr
- Cześć kochanie!
- Cześć Paul, odpowiedziałam po czym pocałowaliśmy się na przywitanie.
Paul to mój narzeczony, poznałam go w wieku 19 lat po przyjeździe do LA. Spotkaliśmy się w klubie, ja byłam sama w obcym kraju a on wydawał się być miłym facetem a na dodatek bardzo przystojnym. Spotykaliśmy się parę razy i tak zrodziła się nasza miłość. Bardzo go kocham on mnie również ale ostatnio nie najlepiej nam się układa. Coraz częściej się kłócimy.
- Gdzie byłaś?
- U Karen przecież ci mówiłam, że się do niej wybieram
- Co tak długo u niej robiłaś?
- O co ci chodzi? Przecież ci mówiłam, że mamy taki projekt na uczelni. Ja robię go razem z Karen.
- Jakoś ci nie wierzę.
- Jakoś ostatnio to cały czas mi nie wierzysz. Stałeś się strasznie zazdrosny... przecież wiesz, że cię kocham.
- Wiem tylko ostatnio często znikasz a ja nawet nie wiem gdzie jesteś!
- Jak ty wychodzisz z kolegami to też nie wiem gdzie jesteś. Przychodzą mi do głowy najgorsze myśli! Że leżysz gdzieś zalany w trupa a oni nawet nie raczą cię przyprowadzić do domu... Jak JA się wtedy czuję co?! Potem jak wrócisz to nie wypytuje gdzie się szlajałeś... bo ci ufam. Wiesz co, nie będę ci się tłumaczyła.
- Więc jeśli nie chcesz co znaczy, że masz coś na sumieniu.
- Wiesz co... mam tego dosyć, ciągle jesteś wścibski i zazdrosny nie mam zamiaru tak żyć. Wychodzę...
- Czekaj, Abby...
- Chrzań się!, wychodzę nie oglądając nie za siebie.
- K***a!
_______________________________________________________
Pierwszy rozdział gotowy :) Poruszam problem przemocy w związku więc w niektórych rozdziałach może dziać się coś ostrzejszego. Na razie w tym rozdziale nie ma nic o LP ale to się zmieni w przyszłości. Jestem nieporadna jeśli chodzi o pisanie więc mam nadzieje, że jakiekolwiek błędy stylistyczne nie utkwią wam w pamięć :)
Pozdrawiam, Loatr
piątek, 21 lutego 2014
Prolog
Czasami nie zdajemy sobie sprawy co nas czeka w przyszłości. Myślimy, że mamy kompletnego pecha bo nic nam się nie układa i trafiamy na niewłaściwych ludzi, którzy okazują się być dla nas obcymi osobami i bardzo nas ranią. Jednak jedno wyjście z domu może odmienić nasze dotychczasowe życie i na raz spełniają się twoje wszystkie najskrytsze marzenia...
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)

