- Cześć kochanie!
- Cześć Paul, odpowiedziałam po czym pocałowaliśmy się na przywitanie.
Paul to mój narzeczony, poznałam go w wieku 19 lat po przyjeździe do LA. Spotkaliśmy się w klubie, ja byłam sama w obcym kraju a on wydawał się być miłym facetem a na dodatek bardzo przystojnym. Spotykaliśmy się parę razy i tak zrodziła się nasza miłość. Bardzo go kocham on mnie również ale ostatnio nie najlepiej nam się układa. Coraz częściej się kłócimy.
- Gdzie byłaś?
- U Karen przecież ci mówiłam, że się do niej wybieram
- Co tak długo u niej robiłaś?
- O co ci chodzi? Przecież ci mówiłam, że mamy taki projekt na uczelni. Ja robię go razem z Karen.
- Jakoś ci nie wierzę.
- Jakoś ostatnio to cały czas mi nie wierzysz. Stałeś się strasznie zazdrosny... przecież wiesz, że cię kocham.
- Wiem tylko ostatnio często znikasz a ja nawet nie wiem gdzie jesteś!
- Jak ty wychodzisz z kolegami to też nie wiem gdzie jesteś. Przychodzą mi do głowy najgorsze myśli! Że leżysz gdzieś zalany w trupa a oni nawet nie raczą cię przyprowadzić do domu... Jak JA się wtedy czuję co?! Potem jak wrócisz to nie wypytuje gdzie się szlajałeś... bo ci ufam. Wiesz co, nie będę ci się tłumaczyła.
- Więc jeśli nie chcesz co znaczy, że masz coś na sumieniu.
- Wiesz co... mam tego dosyć, ciągle jesteś wścibski i zazdrosny nie mam zamiaru tak żyć. Wychodzę...
- Czekaj, Abby...
- Chrzań się!, wychodzę nie oglądając nie za siebie.
- K***a!
_______________________________________________________
Pierwszy rozdział gotowy :) Poruszam problem przemocy w związku więc w niektórych rozdziałach może dziać się coś ostrzejszego. Na razie w tym rozdziale nie ma nic o LP ale to się zmieni w przyszłości. Jestem nieporadna jeśli chodzi o pisanie więc mam nadzieje, że jakiekolwiek błędy stylistyczne nie utkwią wam w pamięć :)
Pozdrawiam, Loatr

Cud *,*
OdpowiedzUsuń